♥
Jasne promienie wpadały do mojego pokoju rażąc moje delikatnie uchylone oczy. Jak zawsze obudziłem się kilka minut przed budzikiem. Przymknąłem powieki jeszcze na chwilę myśląc o dzisiejszym dniu. Niedługo wyjeżdżam. Ta myśl nie dawała mi spokoju. Akurat teraz, gdy poznałem Luhana, to mogło się przydarzyć tylko i wyłącznie mnie. Zerknąłem na zegarek - 06.57, czas już wstać. Usiadłem na łóżku podpierając się drugą ręką by nie opaść z powrotem na nie i nie zasnąć jakby nigdy nic. Stanąłem na proste nogi kierując się do przyszykowanych przez moją mamę ubrań na podróż. Czerwony t-shirt z nadrukiem ''cute boy''. Nienawidziłem tej bluzki, jednak moja mama upierała się by jej nie wyrzucać. Do koloru były również czerwone rurki, które wepchnęła mi w H&M. Wolałbym jechać w samej bieliźnie niż to założyć. Odrzuciłem ubrania na bok i skierowałem się do szafy. Pusta. No tak przecież wszystko jest w walizce.
- Zaraz, gdzie walizka? - wyszeptałem do siebie. Przeszukałem cały pokój, przerzucając rzeczy z kąta w kąt. Nigdzie jej nie było. Przecież jeszcze wczoraj stała przy drzwiach, to niemożliwe żeby od tak zgin...
Przerwałem swoje zamyślenia podbiegając do drzwi prowadzących na korytarz. Uchyliłem drzwi i ile siły w płucach krzyknąłem - Mamooo, gdzie moja walizka? - cisza. Zamierzałem drugi raz wydać z siebie głośny krzyk gdy niespodziewanie z pokoju obok wyłonił się mój ojciec. Jak zwykle ubrany w swój szlafrok w kaczuszki sięgający za kolana i swoje dziecinne kapcie w świnki. - Jak dziecko - pomyślałem. Moje myśli odgoniło jego ostre spojrzenie przeszywające mnie na wylot.
- Mógłbyś łaskawie nie drzeć się o 7 rano? Głowa mi pęka od twoich wrzasków. - powiedział, łapiąc się za głowę i kierując w stronę schodów. - Ta, chyba od piwska. - wyrwało mu się mając nadzieją, że mnie nie usłyszy. Siwon odwrócił się gwałtownie w moją stronę, aż drgnąłem. - Co powiedziałeś? - podniósł swój głos. - Nic, nic tato. - wycedziłem przez zęby odwracając wzrok. - Wiesz może gdzie jest moja walizka? - dodałem. - A tak, jest już w bagażniku, mama ci tam jakieś ubrania przyszykowała. - odpowiedział i zszedł po schodach zostawiając mnie samego. Wychodzi na to, że muszę ubrać te okropnie słodziutkie ubrania. No pięknie.
Po drodze do łazienki zabrałem ubrania i telefon, muszę powiadomić Luhana o moim wyjeździe. Nie chce go stracić już po kilku dniach. Odłożyłem ubrania na pralkę jednocześnie pisząc smsa do niego. Wyjaśniłem mu wszystko, po czym zdjąłem pidżamę i wszedłem pod prysznic. Zimna woda muskała mój tors. Mokre kosmyki włosów opadały na czoło. Uwielbiałem brać prysznic z rana. Wybudzał mnie ze snu.
Ubrałem się w ciuchy, które przyszykowała mi mama, nie miałem wyboru. Przy pierwszej lepszej okazji muszę jej powiedzieć, że nie jestem już dzieckiem i umiem sobie sam wybierać ubrania. Wtedy pewnie zaczęła by płakać, że jej malutki synek dorasta, zresztą jak zawsze. Te kolory zdecydowanie do mnie nie pasowały. Dzięki nim wyróżniałem się z tłumu, czego bardzo nie lubię. Wolę siedzieć cicho jak mysz pod miotłą w swoich podartych czarnych spodniach i szarych podkoszulkach. Zabrałem ostatnie potrzebne rzeczy i spakowałem do torby podręcznej. Rozejrzałem się po pokoju dokładnie oglądając każdy detal. - Długo mnie tu nie będzie - pomyślałem, po czym wyszedłem z pokoju.
Schodząc po schodach pierwsza osoba, która rzuciła mi się w oczy był Siwon. Siedział przy stole, obok niego siedziała mama. Rozmawiali o czymś, jedząc śniadanie. Było jedno wolne miejsce czekające na mnie. Ruszyłem pewnym krokiem po czym na chwilę zatrzymałem się zakładając ręce na klatce piersiowej i opierając się plecami o futrynę. - Dzień dobry - Wydusiłem z siebie. Na mojej twarzy pojawił się najbardziej sztuczny uśmiech na jaki było mnie stać. Rodzice skierowali swoje spojrzenia na mnie. Mama jak zwykle uśmiechnęła się do mnie życzliwie, gestem ręki zapraszając mnie do stołu. Siwon wybuchnął śmiechem. Spojrzał na mamę, chciał coś powiedzieć lecz nie mógł nic z siebie wydusić. Zaczął walić ręką w stół nadal nie mogąc złapać oddechu. Wskazał na mnie palcem, spojrzał po czym znowu zaczął dusić się ze śmiechu. Po kilku atakach śmiechu uspokoił się. Spojrzałem pytająco na mamę, ta jednak nie wiedziała co się dzieje. - Ukradłeś matce ubrania? - powiedział Siwon nie mogąc powstrzymać kolejnego napadu śmiechu. - Bardzo śmieszne. - ddpowiedziałem po czym zdjąłem skórzaną kurtkę z wieszaka i szybko założyłem, po czym wyciągnąłem stare czarne trampki i wsunąłem na nogi. - Jestem gotów do wyjazdu. - dodałem po czym wziąłem torbę podręczną i przełożyłem przez ramię. - A śniadanie? Nie puszczę się w tak długą podróż bez porządnego posiłku! - powiedziała mama, z miną poważną jak nigdy dotąd. - Mamo wiesz, że rano nie mam apetytu. - odparłem. Miałem już iść w stronę wyjścia gdy kobieta podbiegła do mnie z różową śniadaniówką. - Weź chociaż to! - wsunęła mi śniadaniówkę do torby. - Na pewno przez drogę zgłodniejesz. - dodała po czym złapała mnie za policzek lekko szczypiąc. Cicho jęknąłem z bólu. Moja rodzicielka wtuliła się we mnie tak mocno, że przez chwilę nie mogłem złapać oddechu. Była drobna, ale strasznie silna. - Jeśli będziesz niegrzeczny zostaniesz tam całe wakacje! Pamiętaj! - upomniała mnie po czym musnęła ustami policzek. - Tak wiem, wiem wszystko! - odpowiedziałem po czym uwolniłem się z uścisku kierując w stronę holu. - Poczekam na zewnątrz. - rzuciłem ostatnie spojrzenie na mamę. Miałem już chwycić za klamkę, gdy stanąłem przed wielkim lustrem przeglądając się w nim dokładnie. Wyglądałem naprawdę gejowsko. Czerwona bluzka, nakryta kurtką, czerwone rurki i włosy upięte w małą kitkę. Brakowało mi tylko różowej opaski i bransoletki z Hello Kitty. Mój honor ratowała skórzana kurtka i czarne trampki. Jednak nawet te detale nie ratowały przed skompromitowaniem się. Po chwili usłyszałem ciche kroki za plecami, odwróciłem się i spojrzałem na tatę. - Jestem gotowy, możemy ruszać. - Powiedział i otworzył drzwi frontowe kierując się do samochodu, ruszyłem zaraz za nim. Zająłem miejsce obok kierowcy widząc przez ramie mamę, która macha mi na pożegnanie. Udawałem, że jej nie widzę, nie miałem zamiaru wymuszać uśmiechu i odmachać jakby nigdy nic. Po chwili na miejscu kierowcy usiadł Siwon. Popatrzył na mnie na chwilę po czym prychnął. Nie miałem pojęcia o co mu chodzi, choć to mogło być wszystko. Za długie paznokcie, a może tym razem moja fryzura mu się nie podobała. Zaryzykowałem, patrząc mu prosto w oczy zapytałem. - Co tym razem? - włożył kluczyk do stacyjki po czym odjechał z podjazdu rozglądając się na boki. - Sam się doigrałeś. - odrzekł, gdy tylko wyjechaliśmy na główną ulice naszej małej dzielnicy. Nie było mamy nie miał mnie kto bronić, chciałem zaatakować go serią obelg, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem. Nie miałem zamiaru się z nim użerać całą drogę, odpiąłem torbę w poszukiwaniu mp3 i słuchawek. Włączyłem pierwszą lepszą piosenkę i ukradkiem spojrzałem na tatę. Wydawał się oburzony tym, że nie miałem zamiaru mu odpowiadać. Kąciki moich ust leciutko powędrowały ku górze, teraz wiedziałem co go najbardziej drażni. Droga zapowiadała się długa i nudna, a na dodatek miałem niemiłe towarzystwo. Gdy tylko wyjechaliśmy z Seulu zboczyliśmy z głównej trasy i kierowaliśmy się na boczne drogi. Nie znałem tej drogi, choć bardzo dobrze znam Seul i jego okolice. Zjechaliśmy z polnej drogi i wjechaliśmy na asfalt. Wreszcie, ciągłe obijanie głową o szybę nie było przyjemne. Okolica była dziwna. Jedna droga ciągnąca się za horyzont. Po obu stronach znajdowały się niewielkie wzgórza pokryte zielenią, w oddali widać było, że są coraz wyższe. Na niewielkiej polance pasły się konie, wyglądały pięknie na tle wschodzącego słońca. Droga wydawała się nie kończyć, miałem wrażenie,że odkąd wjechaliśmy na tą trasę nie ruszyliśmy się ani na milimetr. Cała ta podróż nużyła mnie do snu, moja powieki stawały się coraz cięższe. Oparłem głowę na podgłówku i przymknąłem powieki zanurzając się w śnie.
Jasne promienie rażące delikatną skórę chłopca delikatnie muskały jego szyję. Biegł szybko na wysoką wieżę uciekając przed złymi trollami i wielkimi smokami, miał jeden cel: Uratować księżniczkę. Pokonał wielką, gorącą fosę lawy przeskakując z jednego węzła na drugi. Wspiął się na wysokie szczeble muru zamkowego. Był już blisko, czuł zapach zwycięstwa, zbliżał się do celu. Zwolnił, czuł czające się w okół niego niebezpieczeństwo, ktoś chciał odbić jego księżniczkę. Schował się za niewielki odłamek ściany zamku, czyhając na swoją ofiarę. Otoczyła go ciemność gdy został poskromiony i z krzykiem upadł na ziemię. Uchylił lekko powieki, widział tylko buty kierujące się w stronę wieży. Nie mógł się teraz poddać, nie teraz gdy był tak blisko wygranej. Szybko wstał, strzepując z odzienia niewidzialny kurz. Ile miał sił w nogach biegł przez niekończący się tunel. Zwężająca się droga utrudniała dostęp do zwycięstwa. Upadł na kolana, turlał się, szarpał by tylko wygrać. Zauważył światło - To wyjście - pomyślał, po czym zebrał w sobie siły by przyśpieszyć tępo. Wydostał się na powierzchnię, otaczały go stare mury zamkowe i ogród, o który już dawno nikt nie dbał. Podążał w stronę wielkiej wieży otoczonej szarymi chmurami. - Już blisko - wymamrotał po czym zwolnił tępo zauważając wroga niosącego jego księżniczkę. Podbiegł ile sił mu zostało, chciał walczyć ale nie było już sensu, przegrał. - Kris, TY! TY! Wiesz dobrze, że tym razem ja miałem uratować Tao! - krzyczał chłopiec ledwo łapiąc dech w piersiach. - Za wolny jesteś Taeminnie! Tao jest i zawsze będzie moją księżniczką! - Odpowiedział po czym odłożył księżniczkę z powrotem na ziemie. Taemin zawsze przegrywał, nieważne jak dużo serca włożył w grę na małym placu zabaw, zawsze ponosił klęskę. - Nie martw się! Następnym razem może ci się uda! - Skierował Tao do Taeminna klepiąc go po plecach. W tym samym czasie trzy młode kobiety podbiegły do chłopców.
- Znowu ta niebieskieczna gra! Taeminie mówiłam Ci, że niewolno ci w nią grać! A jeśli byś sobie coś zrobił na ściance do wspinaczki? - powiedziała najdrobniejsza z nich biorąc Taemina na ręce. Dwie kobiety poszły w jej ślady i zrobiły to samo zabierając swoich synów do domu.
Kolorowe bilbordy raziły młode oczy chłopaka, mijali również mnóstwo sklepów. Ich dom nie znajdował się daleko ale droga prowadząca do spokojnej dzielnicy liczyła się z przejazdem przez sam środek Seulu. Młody Taemin uwielbiał przechadzki po Seulu, zwłaszcza z mamą. Uwielbiał zaglądać do każdego sklepu lecz nie zostawał tam długo, zaraz po wejściu był wyciągany siłą ze sklepu. Po drodze do domu odwiedzili lodziarnię. Usiedli w kąciku lodziarni i delektowali się smakołykami. Drobna kobieta wycierała brudną od lodów buzię chłopca. Czasem robił to specjalnie by tylko kochająca go mama zwróciła na niego uwagę. Resztę drogi spędzili w ciszy. Młodszy chłopiec mocno trzymał drobną rękę kobiety na wszelki wypadek jakby chciała go puścić. Taemin szybko podbiegł do drzwi wejściowych, otwierając je i szybko wbiegł do salonu. Zauważył wystający zza zasłony szlafrok w kaczuszki, uśmiechnął się niepewnie podchodząc. Był wystarczająco blisko by ujrzeć postać chowającą się przed nim. Wtedy zasłona odsunęła się, a zza niej wyłoniła się postać z wysoko podniesionymi kącikami ust i wielkimi świecącymi się oczami. - Tato! - krzyknął chłopiec z wielkim uśmiechem na twarzy. - Mój mały książę! - odpowiedział po czym podniósł małego chłopca z łatwością podrzucając go kilka razu w górę. Przytulił go do siebie, a w kącikach jego oczu pojawiły się łzy. - Tatuś już nigdy cię nie zostawi. Obiecuję! - wyszeptał wtulając się w małą postać chłopca. Drobna postać kobiety stanęła i przyglądała się wszystkiemu, jej spojrzenie z mężczyzną skrzyżowały się po czym na jej twarzy pojawił się uśmiech. Starszy mężczyzna pokazał gestem dłoni by podeszła. Po chwili wszyscy we trzech byli wtuleni w siebie. - Taemin, pamiętaj kochamy cię! - powiedziała drobna kobieta mocniej wtulając się w objęcia. - Taemin - powtórzyła kobieta. - Taemin, Taemin... halo.
- Taemin! Do jasnej cholery! Wstawaj! - uchyliłem lekko powieki, przede mną znajdowała się postać mężczyzny. - Nareszcie! Myślałem, że cię nie wybudzę - wymruczał mężczyzna i stanął kawałek dalej. Po chwili zacząłem się orientować w terenie. Staliśmy na jakimś parkingu. Obok nas była jakaś mała knajpa, a poza nią zupełnie nic, zieleń, kila niewysokich wzgórz i ta sama droga którą ostatnio widziałem. - Jesteśmy już w połowie drogi, a ja trochę zgłodniałem więc skoczę coś zjeść, idziesz ze mną? - zapytał nachylając się nade mną. W sumie byłem głody, a nie miałem zamiaru jeść tych zaparowanych kanapek od mamy. - Pewnie. - odpowiedziałem i szybko wysiadłem z samochodu biorąc ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Knajpa wydawała się skromna. Cała zbudowana była z drewna, podtrzymana drewnianymi kolumnami. Mały taras otoczony płotkiem dodawał temu miejscu uroku. Nas wejściem widniał świecący się napisz ''Witamy''. Pierwsza literka już prawie odpadała, a trzecia ledwo świeciła. - Urocze miejsce. - wymamrotałem, jednak tata nie zdołał tego usłyszeć. W środku był zupełnie inny klimat niż na zewnątrz. Przy wielkich drewnianych oknach znajdował się szereg wolnych stolików na, których leżały karty dań. Środek knajpy zajmował wielki blat, na którym znajdowała się kasa, kilka opakowań i duży porcelanowy dzbanek. Ściany pokryte były pomalowanym na biało drewnem, zresztą tak jak cała knajpa. Nie było tu zbyt wiele miejsca, tak jak i ludzi. Koło blatu siedział dwóch mężczyzn w wieku Siwona, a może i starszych. Popijali soju, choć pewnie prowadzili, ale cóż nie moja sprawa. Zmierzyli mnie wzrokiem, chyba wiem dlaczego. Pewnie w ich głowie krążą zboczone myśli na mój temat, dziękuje mamo. Usiedliśmy zaraz przy stoliku dwuosobowym daleko od mężczyzn. Po chwili podszedł do nas niewysoki szatyn, może w moim wieku. Ubrany był w białą koszulę i zwykłe czarne jeansy. Na plakietce widniał napis Lay. Chłopak był bardzo miły, przyjął nasze zamówienie. Zauważyłem lekkie dołeczki na jego policzkach, gdy tylko kąciki jego ust wznosiły się leciutko do góry. Zjedliśmy w ciszy, chłopak przy ladzie co jakiś czas zerkał w moją stronę. Wydawał się sympatyczny. Gdy już wystarczająco odpoczęliśmy, ruszyłem w stronę Laya by zapłacić. Zamieniliśmy kilka zdań, okazało się, że jest ode mnie 2 lata młodszy. W tym roku będzie uczęszczał do tej samej klasy co ja. Pożegnałem się i odszedłem w stronę drzwi.
Zająłem swoje stare miejsce i ruszyliśmy. Wjechaliśmy na tą samą długą, niekończącą się ulice. Dotarcie na miejsce zajmie jeszcze trochę czasu. Puściłem swój ulubiony kawałek Thirty Seconds To Mars - The Kill pogrążając się we śnie.
Ze snu wyrwał mnie warkot silnika i ciche mruczenie pod nosem Siwona. Uchyliłem delikatnie powieki by sprawdzić co się stało. Staliśmy na środku drogi, po prawej stronie znajdowała się polana okryta zielenią i drewniane belki tworzące zagrodę. Po lewo mały las, również otoczony zagrodą. Siwon zerwał się ze swojego miejsca, z hukiem otworzył drzwi prawie wyrywając je z nawiasów i podszedł do maski samochodu. Gdy tylko lekko uchylił klapę biały dym uniemożliwił mi widok. Wyszedłem z auta sprawdzić czy wszystko w porządku. Gdy tylko dym zaczął mnie dusić, odsunąłem się na bok. Tata szybko wybiegł z białej pary zakrywając ręką usta i kaszląc. - Chyba dalej nie pojedziemy - powiedział nadal kaszląc. Byłem w małym szoku. Utknęliśmy na jakimś zadupiu, a on mi mówi, że dalej nie pojedziemy. Nawet nie wiedziałem ile już przejechaliśmy, czy jesteśmy blisko. - Co? Chyba żartujesz! Gdzie my w ogóle jesteśmy? - rozglądałem się szukając jakiejkolwiek cywilizacji. Nic tylko wielkie pastwiska, las, konie i żaba zmierzająca w moim kierunku. Zaraz wróć... ŻABA. Podskoczyłem z piskiem szybko wdrapując się na plecy Siwona. Cholernie brzydziłem się żab. Są małe, paskudne i obślizgłe, po co one w ogóle są potrzebne? - Cholera! Taemin co ty wyrabiasz? Nie ważysz pięciu kilo! - krzyknął Siwon, próbując zrzucić mnie z siebie. Trzymałem się mocno, dopóki ten płaz był w pobliżu nie miałem zamiaru zejść. - Nie zejdę dopóki to coś nie zniknie z mojego pola widzenia! - krzyczałem, pokazując na małe obrzydlistwo przede mną. - Jak dziecko Taemin! Jak dziecko. Tu jest mnóstwo żab musisz się przyzwyczaić. Są to tereny wilgotne, a poza tym w pobliżu jest bardzo dużo jezior. - powiedział po czym schylił się by ułatwić mi zejście, jednak nie miałem najmniejszego zamiaru tego zrobić, jeśli w pobliżu jest więcej tych stworzeń nie dotknę ziemi za wszelką cenę. - Nie ma mowy nie zejdę! Nie dotknę ziemi! Napraw do auto i ruszajmy już!
- Nie mogę nic zrobić kiedy na plecach mam przerośnięte dziecko, które na dodatek ma fobie na punkcie małych żab! Złaź już! - choć nie mogłem ujrzeć jego twarzy wiedziałem, że jest zdenerwowany. Im prędzej naprawi samochód tym szybciej stąd odjedziemy. - Zejdę, ale posadź mnie na dachu. - powiedziałem już niższym tonem. - Nie możesz po prostu usiąść w środku? Jak normalni ludzie? - odpowiedział, jednak ja nie miałem zamiaru dusić się w środku. - Uduszę się tam prędzej! - Znów podniosłem głos ze zdenerwowania. - Na litość Taemin! Uchylisz sobie drzwi! - odrzekł.
- Jeszcze jakaś żaba mi wskoczy! Nie ma mowy! Na dach albo nigdy nie zejdę i będziesz musiał przez całą drogę nieść mnie na barana! - wykrzyczałem przymykając powieki z frustracji. Siwon nic nie odpowiedział, tym razem wygrałem. Pomógł mi się wgramolić na dach samochodu, gdzie poczułem się bezpiecznie. Żaden szkodnik nie miał tutaj wejścia, teraz mogę spokojnie odpocząć. - Więc, wracając do pytania. Gdzie jesteśmy? - zapytałem, zakładając okulary przeciw słoneczne na nos. Słońce prażyło dość mocno. -Jesteśmy niedaleko Midland. Zaraz naprawię tego gruchota i ruszymy dalej. A ty się nie zapominaj, urządzaj sobie wakacje tam na górze.
- Mid... Czego? Mów wyraźnie. - powiedziałem, po czym położyłem się na dachu podkładając kurtkę pod głowę.
- Midland, to miasteczko w którym spędzisz wakacje i będziesz pomagać rodzinie Choi. To dobrzy ludzie, na pewno dobrze się tobą zaopiekują i oczywiście zadbają o twoją dyscyplinę!
- Skąd ty ich w ogóle znasz? - zapytałem podnosząc się siadu.
- Tak się składa, że właściciel tego całego gospodarstwa to mój dobry kolega z czasów szkolnych. Nie martw się nie tylko ty będziesz pomagał w utrzymaniu ich biznesu. W wakacje mnóstwo uczniów zgłasza się do państwa Choi, z własnej woli. Są mili, dobrze płacą i na dodatek karmią swoich pracowników, to uczciwi ludzie. Nie każdemu udaje się zdobyć tam fuchę, powinieneś się cieszyć, że mam tak dobre kontakty i cię tam wkręciłem.
- Czyli za pomoc tam dostanę kasę? - kąciki moich ust powędrowały w górę, może są plusy tej ''kary''. Tata tylko prychnął i zachichotał pod nosem.
- Jeszcze czego! To ma być kara, a nie nagroda! Nie dostaniesz ani grosza. Będziesz im pomagał, a twoja wypłata to dokarmianie cię i dawanie ci schronienia.
Prychnąłem głośno znów osuwając się na dach. Nie dostanę nic i na dodatek będę musiał znieść kontakt jakiś nadpobudliwych ludzi, którzy nie wiedzą co robić w wakacje i zapisują się by ciężko harować. Po prostu super.
Klapa samochodu trzasnęła wyrywając mnie z zamyśleń. Wzdrygnąłem się unosząc lekko na łokciach.
- Skończyłeś? Możemy jechać?
- Obawiam się, że sam nie zdołam tego naprawić. - powiedział, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Co? Chyba sobie żartujesz? Co my mamy teraz zrobić? - zacząłem panikować, nie chciałem tu zostać ani minuty dłużej. Żab pojawiało się coraz więcej, na dodatek skwar robił się powoli uciążliwy.
- Spokojnie, wioska jest niedaleko. Wykonam tylko jeden telefon do państwa Choi i wyślą kogoś po nas, czekaj tu chwilę.
Siwon wyjął telefon po czym oddalił się od samochodu. Gadał dość długo, śmiał się co mnie na prawdę wkurzyło. Miał załatwić nam transport, a nie urządzać sobie pogawędki. Chciałem już krzyknąć żeby się pośpieszył, gdy w okół samochodu zaczęły gromadzić się żaby. Z każdej strony przybywało ich więcej. Cholerne miejsce, muszą kierować się w stronę jakiegoś zbiorowiska wody skoro ich tu tak dużo. Przestałem skupiać się na tych obrzydliwych stworzeniach, kiedy Siwon kierował się w moją stronę.
- I jak? Przyjadą? - zapytałem.
- Tak, tak. Wyślą kogoś i zaraz powinni być.
Czekaliśmy dobrą godzinę, aż wreszcie zjawili się. Czarna furgonetka zahamowała z piskiem opon. Drzwi rozsunęły się, moim oczom ukazał się niewysoki chłopak, mniej więcej w moim wieku. Miał około metr siedemdziesiąt pięć i blond włosy lekko uniesione ku górze. Jego ciemnoczekoladowe kocie oczy badały każdą rzecz, która stała mu na drodze. Ubrany był w ubrudzoną od smoły koszulę i ciemne, podarte jeansy. Zaraz za blondynem wyłonił się nastolatek może w moim wieku. Był zdecydowanie niższy od blondyna. Miał ciemnobrązowe włosy ułożone w nieładzie, kilka kosmyków odstawało mu na boki. Przednia cześć włosów przysłaniała jego czoło, a te w okół twarzy sprawiały, że chłopak wyglądał odrobinę doroślej. Miał na sobie zwykły biały podkoszulek i zwykłe spodnie dresowe, idealnie dopasowane do jego nóg. Ostatni chłopak był tak wysoki, że spokojnie dotknąłby chmur. Miał duże, ciemne oczy i długie, wręcz czarne włosy zasłaniające mu czoło. Jego uśmiech był tak szeroki, że aż niemożliwy dla normalnego człowieka. Przypominał trochę żabę, straszne. Jego odzienie nie różniło się od innych, czarna kurtka zarzucona na czarny podkoszulek i zwykłe, szare jeansy.
- Key, Jjong zajmijcie się samochodem - powiedział najwyższy. Blondyn tylko skinął głową, a on sam ruszył w stronę Siwona. - Miło mi poznać jestem Choi Minho, syn Choi Yunkyuma. Tata aktualnie nie mógł przybyć, więc wysłał naszą trójkę. - Miło mi, jestem Lee Siwon, a tam na dachu - skierował wzrok na mnie. - To mój syn, Lee Taemin. Szatyn tylko uśmiechnął się i pomachał mi, czego oczywiście nie odwzajemniłem. Odwróciłem wzrok w stronę blondyna i najniższego z nich wszystkich. Grzebali coś przy silniku, przynajmniej tak mi się zdaje. Nigdy nie interesowałem się takimi pierdołami, w przeciwieństwie do nich. Była widać gołym okiem, że wiedzą co należy zrobić. Wzrok najniższego powędrował w moją stronę, nasze spojrzenia skrzyżowały się.
- Hej, jestem Jonghyun - Powiedział. Blondyn oderwał się od swoich zajęć i też spojrzał w moim kierunku. - To jest... - Nie zdążył gdyż blondyn wtrącił się przed nim.
- Kim Kibum, dla znajomych Key. - oznajmił Blondyn, a kąciki jego ust powędrowały do góry.
- Lee Taemin. - wymruczałem pod nosem.
- Tamta przerośnięta ropucha to Minho - powiedział niższy, wskazując palcem na szatyna zajętego rozmową z Siwonem. - Więc... Będziesz teraz pracować u państwa Choi? - zapytał. Nie miałem zamiaru chwalić się przed nikim, że będę pomagał w ramach ''kary'' od moich kochających i troskliwych rodziców.
- Ta... Tak jakby, można tak powiedzieć.
- My z Jjongiem też pracujemy u państwa Choi, ja jestem mechanikiem, a Jjong zajmuję się końmi, tylko czasem mi pomaga. - wtrącił się blondyn.
Prawie zachłysnąłem się śliną na zdanie o koniach. Co jeszcze krowy, świnie? Chciałbym żeby te wakacje jak najszybciej się skończyły. Blondyn zauważył moje zdegustowanie i niechęć bycia w tym miejscu.
- Nie martw się, u państwa Choi jest naprawdę fajnie! Gdy tylko się ściemni chodzimy nad jezioro i rozpalamy ognisko. Jest naprawdę przyjemna atmosfera! Szybko się przyzwyczaisz.
- Dużo was tam jest? - zapytałem.
- Kogo? Osób które pomagają? Dość sporo. Jest nas jeszcze więcej gdy zjawią się osoby, które mieszkają w pobliżu. To miła okolica, sam się przekonasz. Rozmowę przerwał nam dźwięk zapalającego się samochodu.
- Gotowe. - oznajmił Key zamykając klapę i wycierając brudne ręce o koszule. Teraz wiem czemu była brudna od smoły.
Siwon bez zastanowienia podbiegł do blondyna i objął go mocno. Key tylko zrobił zdziwioną minę, po chwili oderwał się od niego podbiegając do samochodu. Wysoki szatyn podszedł bliżej Jjonga i Keya.
- Nie będę z wami jechać do miasteczka, zabierzecie Taemina ze sobą, a ja będę ruszał powoli do domu. Droga jest długa, nie będę marnować czasu. - powiedział Siwon. W głębi duszy zabolało mnie to. Myślałem, że odwiezie mnie do miasteczka, a on najwidoczniej chciał się mnie szybko pozbyć. Na dodatek oni. Nie znałem ich w ogóle, a on chciał zostawić mnie sam na sam z nimi.
- Jasne rozumiem, my będziemy się już zbierać, mamy jeszcze parę niedokończonych rzeczy do zrobienia. - powiedział Minho.
- Rozumiem, walizka Taemina jest w bagażniku, zaraz wam podam.
Walizkę z łatwością chwycił najwyższy i jakby nigdy nic skierował się do furgonetki. - Do zobaczenia wkrótce panie Siwon! - powiedział, ojciec skinął głową na znak pożegnania i uśmiechnął się szczerze.
- Chodź Taemin - Powiedział Key, odwracając się i idąc w ślady Minho. Odchrząknąłem tylko patrząc na Siwona. Nie miałem zamiaru dotknąć ziemi dopóki te małe obrzydlistwa nie znikną mi z oczu. Albo Siwon mnie przeniesie albo się nie ruszam.
- Taemin co jest? - spytał Key, odwracając się do mnie przodem. Inni poszli w jego ślady i zrobili to samo.
- Taemin, błagam cię moje plecy nie wytrzymają już dłużej twojego ciężaru - powiedział Siwon.
- Nie ma mowy, albo mnie przeniesiesz albo zostanę tu na wieki.
- O co chodzi? - spytał zdezorientowany Minho. Nie chciałem mu mówić, mógłbym skłamać, że kostka mnie boli lub coś. To była dość dziwna fobia i nie chciałem żeby ktokolwiek (prócz rodziców) ją znał.
- Boi się żab. - wygadał Siwon z wścibskim uśmieszkiem na twarzy. Mój cały plan poszedł się walić. Cała trójką stojąca przed maską samochodu zaczęła się chichotać. Rzuciłem piorunujące spojrzenie Siwonowi, niech wie gdzie jego miejsce. Zanim wydobyłem z siebie jakikolwiek dźwięk, Minho złapał to obrzydlistwo z rękę i zbliżył się do mnie.
- Boisz się takiego słodkiego stworzonka? - zapytał wyciągając rękę w moim kierunku.
- Weź to! Weź! Odsuń! - zacząłem panikować i piszczeć. Oni zaczęli się tylko śmiać. Bez serca.
- Ja cię wezmę na barana. - oznajmił Minho, wypuszczając żabę na wolność.
- Nie ma mowy! Albo zrobi to Siwon albo zostaje tu na zawsze! - nie chciałem żeby żaden obcy, przerażający i przypominający ropuchę człowiek niósł mnie na barana. Ledwo zgodziłem się na Siwona, a on mi wyjeżdża z taką propozycją.
- Taemin! Do cholery nie mam całego dnia! - wykrzyczał Siwon wsiadając do samochodu.
- Jeśli nie chcesz mojej pomocy. - powiedział najwyższy, wziął znowu to obrzydlistwo do rąk i przyłożył blisko dachu. - To będę musiał ją wypuścić do ciebie na dach. - dodał.
- Nie zrobisz tego! - wykrzyczałem. Ręka Minho znajdowała się coraz bliżej dachu. Odsunąłem się na drugi koniec. Gdy zabrakło mi dachu zacząłem panikować.
- Dobra! Już, już zgadzam się! Tylko weź to daleko ode mnie! Szatyn uśmiechnął się i odłożył stworzonko na pobocze. Podał walizkę najniższemu i podszedłem tyłem do samochodu. - Wskakuj. - Powiedział, odwracając głowę w moim kierunku. Niechętnie zsunąłem się na plecy Minho, owinąłem ręce wokół jego szyi. Nogi oplotłem mu w pasie, po czym złapał mnie pod ugięciem kolan bym nie spadł.
- Jesteś zaskakująco lekki. - powiedział szatyn.
- Jeśli mnie zrzucisz mój cios nie będzie taki lekki. - wycedziłem przez zęby. Włosy szatyna lekko powiewały na wietrze, przez co mogłem poczuć aksamitny zapach jego szamponu do włosów, pachniał różami pomieszanymi z wodą kolońską, którą wylał na siebie hektolitry, zapewne. Odwróciłem wzrok w stronę samochodu, pomachałem tacie na pożegnanie. Odmachał i pojechał zostawiając mnie samego. Nie wiedziałem nawet, kiedy przyjadą mnie odebrać. Zostanę tu na całe wakacje, a może zlitują się nade mną i przyjadą wcześniej.
- Nie boisz się usiąść w aucie? Czy może mam cię posadzić na kolanach? - zachichotał Minho. Zmarszczyłem czoło i wskoczyłem na tylne siedzenie. - Dam sobie radę. - powiedziałem. Wyższy tylko uśmiechnął się chichocząc i usiadł na miejscu kierowcy. Koło szatyna zasiadł Key, a koło mnie Jonghyun.
Ruszyliśmy od razu. Widoki zza okna były nieziemskie. Niewielkie góry w oddali, polany pokryte zielenią, małe jeziora, pasące się konie, w oddali niewielkie lasy. Była pięknie, lecz nie widziałem żadnej cywilizacji. Żadnych znaków, ludzi nawet budowli. Droga nie zajęła nam dużo czasu. Po chwili wjechaliśmy na polną drogę. Minęliśmy wielki baner na którym widniało nazwisko Choi i kilka podstawowych informacji o gospodarstwie. Musieli być naprawdę bogaci. Po obu stronach polnej drogi było drewniane ogrodzenie, z pewnością dla zwierząt, tylko jak akurat żadnych nie widziałem. Na horyzoncie pojawiło się kilka domków jednorodzinnych, gdy tylko minęliśmy znak z napisem ''Midland''. Wjechaliśmy przez wielką białą bramę. Minho zaparkował tuż obok ogrodzenia. Wysiadłem zaraz po JJongu, nie zastanawiałem się czy są tu żaby. Nie obchodziło mnie to w tej chwili, byłem zachwycony tym miejscem. Na środku parceli stał wielki szaro-biały dom. Przed wejściem na taras, posadzone były różnorodne rośliny, dzięki którym to miejsce wydawało się jeszcze bardziej przyjemne. Budowla miała chyba z dwa piętra. Przed drzwiami stały dwie potężne, białe kolumny, które podtrzymywały wielki balkon. Całej tej konstrukcji uroku dodawały wielkie okna od ziemi po sam sufit. Przed głównym wejściem stoi żelazna figurka psa w czarnym cylindrze i długim fraku. Po obu stronach budowli dobudowane są wieże. Po prawej stronie stała wielka stajnia, nie taka zwyczajna. Również była ogromna, wzrostem dorównywała dom obok. Cała zbudowana była z drewna. Na samym środku drewnianej ściany widniały wielkie drzwi, a może i nawet wrota. Były ogromne, tak samo jak cała ta budowla. Po lewo stała odrobinę mniejsza budowla, cała z kamienia. W kamienną ścianę wbudowane było kilka garaży i jedne drzwi, zapewne prowadziły do schowka czy coś tego typu. Od każdej z budowli poprowadzona była droga prowadząca na sam środek parceli, gdzie widniała fontanna. Wielka fontanna.
Nie mogłem się napatrzeć. To wszystko wyglądało na prawdę pięknie. Cała posiadłość otoczona była wielkim białym murkiem, który sięgał ledwo do pasa. W oddali było widać kilka małych drewnianych domków jednorodzinnych, oraz liczne ogrodzenia dla zwierząt. Było mnóstwo dróg polnych i wspaniałe widoki. Niewielkie góry, w oddali mały las i wielkie pastwiska.
- Ziemia do Taemina - z zamyśleń wyrwał mnie Key machając ręką przed moją twarzą. Ocknąłem się patrząc na chłopaków. Minho wziął moją walizkę i skierował się do głównej budowli. Key i Jjong pożegnali się ze mną i ruszyli w stronę garaży. Podreptałem za szatynem. - Mogę sam nieść swoje rzeczy, wiesz?
Minho tylko spojrzał na mnie i zachichotał. Nie wiedziałem o co mu chodzi. Czy on sobie myśli, że jestem tak słaby, że nie dam rady ponieść własnej torby? Prychnąłem pod nosem podbiegając do szatyna, tym samym dorównując mu kroku. Wielkie drzwi otworzyły się zanim szatyn zdążył pociągnąć za klamkę, zza nich wyłoniła się drobna, starsza kobieta o miłym wyrazie twarzy. Miała czarne włosy spięte w kok i biały fartuch przewiązany w pasie.
- Ty jesteś pewnie Taemin - powiedziała starsza kobieta, posyłając mi szczery uśmiech. Odwzajemniłem go i skinąłem głową na potwierdzenie. Kobieta gestem dłoni zaprosiła nas do środka. Wewnątrz było również pięknie jak i na zewnątrz. Ściany pokryte błękitem, wielki szklany żyrandol i wielkie schody na środku prowadzące na piętro.
- Minho, zanieś bagaż Taemina do pokoju gościnnego, ja przygotuję mu coś do jedzenia. Musi być wykończony po tak długiej podróży. - dodała. Przeszliśmy przez wielki złoty łuk w ścianie oddzielający przedpokój i kuchnie. Na samym środku pomieszczenia stało kilka blatów przy których przystawione były stołki barowe. Przy ścianę w stało kilka blatów, lodówka i kuchenka. Na wolnej ścianie wisiał wielki obraz przedstawiający panoramę Seulu. Zaraz obok kuchni było przejście do wieży, która zapewne prowadziła na dach. Starsza kobieta podeszła do lodówki szukając czegoś. Wtedy zauważyłem, że nie jesteśmy sami. Przy blacie na środku pomieszczenia siedział młody chłopak, może w moim wieku. Był nieco niższy ode mnie. Miał cerę jaśniejszą ode mnie, a twarz bardzo bladą. Ubrany był w szarą bluzę, a jego głowę zagrywał kaptur, kilka brązowych kosmyków opadało na czoło. Podszedłem niepewnie do wolnego miejsca naprzeciwko chłopaka. Spojrzał na mnie spode łba, nie przejmując się mną zajął się jedzeniem.
- Baekhyun, nie bądź nie miły. Przywitaj się z naszym gościem. - Starsza kobieta przerwała ciszę. Chłopak podniósł głowę znad miski i uśmiechnął się niepewnie. - Baekhyun, miło mi. - powiedział. Widziałem w jego wyrazie twarzy niepewność i coś podobnego do... smutku?
- Lee Taemin, miło mi. - odpowiedziałem, uśmiechając się szczerze. Starsza kobieta podała mi miskę ramenu. Zaczęliśmy jeść w ciszy. Pani Choi podeszła do nas i przysiadła się.
- Baekhyun to brat Minho. - powiedziała kobieta. Na te słowa omal się nie zakrztusiłem. Oni? Bracia? Nie są do siebie w ogóle podobni. Minho to taka chodząca, szczęśliwa ropucha. Wszędzie gdzie on tam radość, a Baekhyun... był inny. Smutny, bez życia. Nawet wyglądem się różnili. *TRZASK*. Podskoczyłem w miejscu, Baekhyun zrzucił szklany talerz na ziemie i wybiegł z kuchni. Odprowadziłem go spojrzeniem, gdy tylko zniknął z zasięgu mojego wzroku, rzuciłem pytające spojrzenie pani Choi.
- Zachowuje się tak od pewnego czasu, musisz mu wybaczyć. - powiedziała.
Cały obiad minął całkiem przyjemnie, omijając tą akcje z Baekhyunem. Zaraz po wyjściu chłopaka zjawił się Minho. Dali mi plan pracy i wytłumaczyli gdzie co jest. Miałem dość mało czasu wolnego w tygodniu, za to weekendy miałem wolne. Może nie będzie tak źle. Po obiedzie zaproponowałem, że pomogę posprzątać. Pani Choi z przyjemnością przyjęła moją propozycje, oczywiście Minho również zgłosił się do pomocy co mnie zniechęciło do pracy. Starsza kobieta wyszła z kuchni zostawiając nas samych. Minho zbierał naczynia, a ja myłem. W pewnym momencie poczułem jak moje plecy stają się mokre. Wzdrygnąłem się szybko obracając. Za mną stał szczęśliwy Minho z małą miską po wodzie i szczerzył się do mnie pokazując tym samym rządek białych zębów.
- Czemu to zrobiłeś? Moje ubrania! - krzyknąłem, obudzony.
- Jeśli tak się ubierasz na co dzień chyba będę zmuszony ograniczyć nasze kontakty. - odpowiedział wyższy, chichocząc pod nosem. Zauważyłem, że mam na sobie nadal te słodkie ubrania od mojej mamy. No pięknie, a chciałem zrobić wrażenie pierwszego dnia.
- Zostałem zmuszony do ubrania... tego czegoś - powiedziałem wskazując na bluzkę i spodnie. - zaprowadzisz mnie do pokoju gościnnego? Chciałbym się wysuszyć i przebrać, jeśli pozwolisz. - Minho skinął głową po czym zaprowadził mnie do pokoju.
Pomieszczenie było ogromne, większe niż mój salon w Seulu. Po prawej stronie przy ścianie stało łóżko dwuosobowe, a na nim sterta poduszek. Po obu stronach stały półki nocne, a na nich lampki. Po przeciwnej stronie było wyjście na balkon. Przez wielkie okna wpadały promienie słońca, na dywan po środku pokoju. Obok okna stała półka z książkami i kwiatek w doniczce. Sufit zdobił wielki żyrandol, podobny do tego w przedpokoju. W samym roku pomieszczenia stał stary bujany fotel. Wszystko wyglądało tak nierealnie. To było jakieś królestwo, nie zwykły dom.
- Na holu, zaraz po prawej stronie jest mój pokój. Jakbyś czegoś potrzebował wiesz gdzie mnie szukać. Na przeciwko twoich drzwi jest łazienka. A na końcu holu jest pokój Baekhyuna, którego już dziś poznałeś.
Skinąłem głową, że rozumiem, Minho wyszedł zostawiając mnie samego w pokoju. Rzuciłem się na łóżko wtulając się w ciepłą i jakże mięciutką pościel. To będą długie wakacje - pomyślałem.