wtorek, 7 kwietnia 2015

Before Midnight (HunHan) *BONUS*

Do: Bambi :**
Tęsknie za tobą :**,
Do: Hunnie :**
Przecież zobaczymy się za kilka godzin. Też tęsknię ^^
                                                                              ^*^*^
    Zapukałem do drewnianych drzwi. Otworzył mi je wysoki blondwłosy chłopak. Uśmiechnąłem się na jego widok, chwile później rzucając się na jego szyję i mocno przytulając.
-Chodźmy do salonu - powiedział Sehun.
Chwile później oboje siedzieliśmy na białej kanapie. 
-Jaki film oglądamy?- zapytałem.
-Nie wiem, wybierz coś - odparł Koreańczyk.
                                                                              ^*^*^
    Ziewnąłem mocniej przytulając się do Sehuna.
-Jesteś śpiący?-zapytał.
Niepewnie przytaknąłem, widząc jak Sehun zatrzymuje film i z lekkością przenosi mnie na swoje kolana. Kilka sekund później poczułem wargi Sehuna na swoich. Z chęcią zacząłem oddawać jego pocałunki. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, na naszych policzkach widoczne były lekkie rumieńce. Wpatrywalismy się chwilę w swoje oczy, kiedy poczułem jak chłopak zaczyna mnie  łaskotać. Śmiałem się, próbując jakoś wyrwać z mocnego uścisku wyższego chłopaka. 
-Hahaha... przestań... już haha nie mogę...-próbowałem się wyrwać, jednak każda z moich prób kończyła się niepowodzeniem. 
Sehun skończył mnie łaskotać, jednocześnie spychając ze swoich kolan na kanapę. Niemal od razu poczułem jak wpija się w moje wargi. Oddawałem każdy pocałunek. Zsunął się  na moją szyję, zasysając się na jednym z miejsc w jej zagłębieniu.
Westchnąłem, czując jak Sehun zostawia na mojej  szyi malinkę. Koreańczyk ponownie zajął się moimi ustami, zostawiając na nich kilka pocałunków. Chwile później spojrzał się w moje oczy . Uśmiechnął się i wyszeptał do mojego ucha ciche "Kocham Cię". Czułem jak moje policzki robią się czerwone. Odpowiedziałem równie cichym  "Ja ciebie też". Sehun ponownie zajął się moimi ustami. 
    Czułem  jak dłoń wyższego chłopaka wkrada się pod moją  koszulkę i czubkami palców zahacza o mój brzuch. Wzdrygnąłem się czując to. Czułem jak dłoń Koreańczyka kieruje się wyżej i zahacza o moje sutki, w odpowiedzi  jęknąłem cicho. 
-Chcesz tego? - pytanie które wydostało się z ust starszego chłopaka, wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie. Czułem jak jeszcze mocniej się ramienia, jednak kiwnąłem głową na tak. Kilka sekund później Sehun wstał i wziął mnie  na ręce.  Czując że nie mam gruntu pod nogami, oplotłem nogi w okół tali Sehuna. Powoli zaczął się kierować do swojego pokoju. Kiedy już się w nim znaleźliśmy, położył mnie delikatnie na łóżku. Sehun zawisł nade mną spoglądając w moje oczy. Uśmiechnąłem się i przyciągnąłem go do kolejnego pocałunku. Jego język znalazł się w moich ustach. Próbowałem zdominować pocałunek, jednak (jak za każdym razem) nie udało mi się to.  Poczułem jak Koreańczyk zaczyna zdejmować moją koszulkę. Kilka minut później oboje byliśmy w samych bokserkach. Jęknąłem czując, że Sehun drażni kolanem moją męskość. Chłopak uśmiechnął się widząc (i słysząc) moje reakcje. Chciałem się podnieść, kiedy poczułem jak Hunnie łapie za gumkę od moich bokserek i szybkim ruchem je zdejmuje. Byłem pewny, że moje policzki mają kolor dojrzałego pomidora. Pomimo, że byliśmy ze sobą długo, to nigdy nie widzieliśmy się w całości nago. Sehun zaśmiał się i wyszeptał do mojego ucha:
 -Kochanie, nie ma czego się wstydzić.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów, lekko pochylił się w stronę szafki nocnej, zaczynając w niej czegoś szukać. Kilka sekund później zobaczyłem w jego ręce niewielką butelkę. Uśmiechnął się do mnie po raz setny tego wieczora. Zakrylem swoją twarz dłońmi. On od razu odciagnal je, spoglądając na moją twarz. 
-Nie zakrywaj się. Jesteś uroczy wiesz? 
-Przestań, to przez ciebie! 
Sehun ponownie się zaśmiał i pocałował mnie w usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować i wtedy poczułem jego dłonie na swoim tyłku. Pisnąłem cicho chcąc się odsunąć, ale on mi to uniemożliwił. Nadal mnie całując zaczął wsuwać w moje wejście swoje palce. Szarpałem się czując ból, próbowałem się odsunąć jednak on mi na to nie pozwalał. Czułem jak po moich policzkach płyną łzy. 
-Sehun b-boli. 
-Zaraz przestanie obiecuje. 
Miał rację. Kilka sekund później zamiast bólu czułem przyjemność. Jęczałem i wiedziałem, że podoba mu się to. 
-Już...
-Co już kochanie? 
-Sehun, proszę. 
Oh jedynie się  zaśmiał. Robił to wszytko specjalnie żeby jak najbardziej mnie zawstydzic. Krzyknąłem czując jak we mnie wchodzi. Całował mnie stając się odciągnąć moją uwagę od bólu w dolnych częściach ciała. Niedługo później ból przerodził się w przyjemność. Moje jęki mieszaly się z krzykami. Słyszałem jak Sehun wzdycha i mruczy mi do ucha. Odbierałem to jako znak, że jemu tez jest dobrze. 
-Sehun mocniej, proszę. 
-Jesteś taki ciasny Lu.
Jego ruchy z każdą chwilą stawały się pewniejsze i mocniejsze. Krzyknąłem czując, że uderza w mój czuły punkt.
-Jeszcze raz, proszę.
Nie byłem w stanie racjonalnie myśleć czując przyjemność jaką dawał mi Sehun. Wypchnąłem mocniej biodra wiedząc, że zaraz dojdę.
-Hunnie j-ja... Sehun! 
Krzyknąłem dochodząc, chłopak  nadal się we mnie poruszał. Kilka pchnięć później doszedł we mnie. Opadł na miejsce obok mnie. Lekko całując po kolei mój nos, policzek, usta, a na końcu przyssał się do mojego obojczyka zostawiając na nim krwistoczerwony ślad. 
-Kocham cię - powiedział przyciągając mnie do swojego ciała. Wtuliłem się w jego tors lekko uśmiechając. Zanim zasnąłem wyszeptałem ciche "Ja ciebie też".
                                                                             ^*^*^  
    Obudziłem się, czując jak Sehun kreśli na moich plecach różne wzory palcem. Uśmiechnąłem się mocniej wtulając w jego ciało. 
-Cześć śpiochu.
Otworzyłem oczy i chciałem mu odpowiedzieć, ale przerwał nam trzask drzwi. Oboje spojrzeliśmy na siebie zdziwieni. 
-Sehun wsta... - jego mama nie dokończyła wchodząc i widząc nas w łóżku starszego. Wystraszyłem się czując jej wzrok na sobie. Kilka sekund później, ojciec Sehuna także wszedł do pokoju. 
-Co tu się dzieje?! Kim ty jesteś?!
-Mamo, tato ja wam to wyjaśnię - zaczął Sehun wstając. 
-Wynoś się z mojego domu!- krzyk pana Oh był skierowany w moja stronę. Wstałem zaczynając się ubierać, wtedy mężczyzna złapał mnie za ramię chcąc wyprowadzić z pokoju.
-Zostaw go! - mój chłopak próbował interweniować, jednak nie udało mu się to. 
-Wynoś się i żebym cię więcej nie widział w tym domu!
Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę, że po moich policzkach spływają łzy. Zacząłem biec do domu nie przejmując się spojrzeniami innych ludzi.
     Dotarłem do domu i usłyszałem rozmowy moich rodziców, które dochodziły z kuchni. Od razu skierowałem się do swojego pokoju. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i rzuciłem na łóżko. Następne co usłyszałem to ciche kroki i głos mojej mamy. 
-Hannie? Luhan, kochanie co się dzieje? 
Prawdopodobnie usłyszała, mój coraz głośniejszy płacz i weszła do pokoju.  Poczułem jak przytula mnie do siebie i zaczyna głaskać po głowie, szepcząc cicho bym się uspokoił. Mocniej się do niej przytuliłem. Następne co pamiętam to, że śpiewała do mojego ucha cichą kołysanke, a ja usnąłem. 
    Obudziłem się późnym wieczorem, słysząc jak coś lub ktoś puka w moje okno. Wstałem nadal czując się źle. Otworzyłem okno i wychyliłem się, zobaczyłem Sehuna stojącego pod moim oknem. 
-Luhan! - chłopak uśmiechnął się na mój widok.
Ja także się uśmiechnąłem, a po moich policzkach już drugi raz tego dnia spłynęły łzy, tym razem szczęścia. Opatuliłem się mocniej kocem i wybiegłem z domu. Zobaczyłem, że Sehun siedzi na huśtawce w ogrodzie. Podbiegłem do niego mocno przytulając. 
-Sehun, ja...-nie zdążyłem dokończyć, ponieważ usta chłopaka mi to uniemożliwiły. Kiedy oboje się od siebie oderwaliśmy, mój chłopak spoglądał na jakiś punkt za mną. Obróciłem się i zobaczyłem moją mamę. Kobieta jedynie uśmiechnęła się i wróciła do domu. Poczułem, że Sehun zaczyna bawić się moimi włosami. 
-Miałeś problemy, prawda? Zrobili ci cos? - zasypałem go pytaniami. Oh w odpowiedzi uśmiechnął się i oznajmił:
-Trochę krzyczeli, ale to nic. Luhan oni... Oni zakazali się nam spotykać.
Do moich oczu ponownie zaczęły napływać łzy. Wyższy chłopak zauważył je i szybko starł. 
-Nie bój się... nie pozwolę na to by nas rozdzielili. Za mocno cię kocham.
Następne godziny oboje spędziliśmy siedząc na huśtawce. Moja mama kilkakrotnie sprawdzała czy wszytko u nas w porządku i nawet przyniosła dodatkowy koc byśmy nie zmarzli. Oboje byliśmy do sobie mocno przytuleni. Powoli moje powieki stawały się coraz cięższe, próbowałem z tym walczyć jednak nie udało mi się to. Ostatnim co zdążyłem usłyszeć zanim całkowicie oddałem się w objęcia Morfeusza, był głos mojej mamy. Mówiła coś o tym by Sehun zaniósł mnie do pokoju. Kilka sekund później poczułem, jak chłopak mnie unosi. Oparłem swoją głowę o jego tors i zasnąłem. 
                                                                          ^*^*^
    Od tego wieczoru minęły prawie 3 tygodnie. Sehun spotykał się ze mną po szkole, kilkakrotnie też wkradł się do mojego pokoju w nocy. Tego dnia tak jak zawsze czekałem na Hunniego pod szkołą. Chłopak przyszedł z prawie półgodzinnym spóźnieniem. Zaczął mnie przepraszać. 10 minut później oboje siedzieliśmy w parku niedaleko mojego domu. 
-Luhan - zaczął Sehun poważny tonem - moi rodzice dowiedzieli się o wszystkim. Wynajęli detektywa. Od przyszłego tygodnia będę chodzić do innej szkoły.
-To znaczy, że nie będziemy się już widywać? 
-Hannie, znajdę jakieś rozwiązanie... będziemy pisać ze sobą, to jest pewne. Znajdę sposoby by się z tobą widywać - powiedział biorąc moja twarz w dłonie i lekko całują moje usta. Kilka godzin później rozeszliśmy się. Oboje byliśmy załamani tą sytuacją. 
                                                                         ^*^*^
    Od tego wydarzenia dużo ze sobą pisaliśmy. Czułem, że to nie jest to co kiedyś. Dzisiejszego wieczoru siedziałem razem z moimi rodzicami w salonie,  kiedy ktoś zapukał do drzwi.  Spojrzałem na moich rodziców po czym wstałem i poszedłem otworzyć. Zobaczyłem jego. Miał nienagannie ułożone włosy i był ubrany w czarną bluzę, spodnie i Convers'y. Zarzuciłem mu ręce na szyję, mocno przytulając. Chłopak tylko się zaśmiał.
-Idź się przebierz. Z okazji naszej rocznicy, mam dla ciebie niespodziankę. 
-Naprawdę? Jaką? Bałem się, że się nie zobaczymy. 
Oboje weszliśmy do domu, chwile później na korytarz wyszedł mój tata. Sehun wymienił z nim uścisk dłoni. Podczas gdy ja poszedłem się przebrać, oni rozmawiali. Szybko wbiegłem do swojego pokoju i zacząłem szukać w szafie jakichś ubrań. Nie wiem ile czasu stałem i zastanawiałem się co ubrać, ale w końcu wybrałem: czarną bluzę, która dostałem od Sehuna na urodziny, rurki w kolorze jeansu, oraz szare Convers'y.         
    Zszedłem na parter zastając mojego chłopaka w  towarzystwie moich rodziców. Żywo o czymś rozmawiali. Hunnie spojrzał w moim kierunku i uśmiechnął się. Podszedłem do niego i poczułem jak jego ręką owija się w okół mojej tali. 
-Tylko nie szalejcie za bardzo - oznajmił mój tata.
 Pół godziny później oboje znaleźliśmy się na plaży. Na moich ustach pojawił się lekki uśmiech, przypominając sobie jedną z naszych pierwszych randek. 
Usiedliśmy na kocu, który Sehun przyniósł ze sobą. 
-To jest ta niespodzianka? - zapytałem.
-Można tak powiedzieć - oznajmił.
Kilka sekund później  chłopak wyciągnął z koszyka jakieś pudełka, w których było jedzenie. 
-Sam robiłeś? - zapytałem. 
-Tak i mam nadzieje, że będzie ci smakować. 
Sehun rozdał nam pałeczki i zaczęliśmy jeść. Co jakiś czas nawzajem sie karmiliśmy. Kiedy skończyliśmy, chłopak przybliżył się do mnie i objął. Wpatrywaliśmy się w morze, kiedy nagle Sehun wziął mnie na ręce, kierując w stronę wody. Wystraszony zacząłem się szarpać, gdyż domyślałem się co mój chłopak chce zrobić. 
-Sehun, nawet o tym nie myśl! Ostrzegam cię! Oh Sehun, nie wasz się tego zrobić! Se...- reszta moich słów została zagłuszona, ponieważ mój kochany chłopak wrzucił mnie do wody. Gwałtownie wynurzyłem się z niej i zobaczyłem, że Koreańczyk zanosi się śmiechem. 
-Pożałujesz! - krzyknąłem wychodząc z wody. Kiedy znalazłem się obok chłopaka, uderzyłem go w ramię. Udałem się w kierunku z którego przyszliśmy.
-Oj kochanie no, nie obrażaj się - chłopak dogonil mnie i objął w tali. Starałem się jakoś wyrwać, ale on był o wiele silniejszy ode mnie. Odwrócił mnie do siebie przodem i pocałował. Czując jego wargi na swoich, moja złość całkowicie zniknęła. Sehun złapał mnie pod uda, byśmy zrównali się wzrostem. Straszy położył mnie na kocu i zdjął moją koszulkę. Poczułem na swojej skórze lekki powiew wiatru, przez co się wzdrygnąłem. Starszy sprawnie zdjął moje spodnie i odrzucił je na bok. Skierowałem swoje dłonie w dół i złapałem za końce jego koszulki, chcąc ją zdjąć. Chłopak zrozumiał o co mi chodzi, przez co po chwili on także był w samych bokserkach. Jęczałem i wzdychałem, czując, że Sehun uciska swoim kolanem moją męskość. W pewnym momencie chciałem go odepchnąć, ale on szybko zareagował. Złapał moje nadgarstki i umieścił je nad moją głową w mocnym uścisku. Wypchnąłem mocniej biodra, przez co spowodowałem więcej tarcia. Moje jęki stawały się coraz głośniejsze i czułem, że za chwile dojdę, kiedy nagle Sehun przerwał. Spojrzałem na niego, chcąc coś powiedzieć, jednak chłopak zaczął zdejmować moje bokserki. Spróbowałem wyrwać swoje  nadgarstki z jego uścisku, ale to też mi się nie udało. Czułem jak Koreańczyk całuje lekko mój tors, a chwilę później zasysa się na moim lewym sutku. Wygiąłem się w łuk cicho wzdychając. Sehun wsuwał we mnie, po kolei swoje palce. Zacisnąlem powieki czując ból. Sehun widząc to wpił się w moje wargi. Po pewnym czasie ból zamienił się w przyjemność. Pojękiwałem w jego usta. W pewnym momencie zgiąłem nogę, przez co zahaczyłem swoim kolanem o jego męskość. Poczułem, że w zamian Sehun gryzie lekko płatek mojego ucha. Oh pozbył się swoich bokserek i zaczął we mnie wchodzić. Krzyknąłem czując to. Chłopak cierpliwie czekał, aż się przyzwyczaję. 
-Hunnie już.
Sehun uśmiechnął się i zaczął wykonywać pierwsze ruchy. Przyjemność powoli zaczęła mnie obezwładniać. Słyszałem jego pomruki. Kilka sekund później chłopak trafił w mój szczególny punkt. Krzyknąłem czując to. 
-Sehun ja...!
Nie zdążyłem dokończyć, dochodząc na nasze brzuchy. Chwile później Oh także doszedł. Nasze usta ponownie połączyły się w pocałunku. Sehun położył się koło mnie, przytulając. 
-Kocham cię - wyszeptałem.
-Ja ciebie też Lulu - odpowiedział mi cicho. 
Po kilku godzinach leżenia uznaliśmy, że pójdziemy się powygłupiać we wodzie. Zaczęliśmy pływać, a nasze śmiechy roznosiły się echem po okolicy. Kiedy byliśmy już wystarczająco mocno zmęczeni, udaliśmy się na brzeg by się ubrać. Kilka następnych godzin spędziliśmy na brzegu, przytulajac się i co jakiś czas całując. 
-Powinniśmy wracać, twoi rodzice pewnie już zorientowali się, że cię nie ma - powiedziałem cicho. Nie chciałem przerywać tej chwili, tak samo jak tego by Sehun miał przeze mnie znowu kłopoty.
-Masz rację. Twoi natomiast pewnie już zaczęli się martwić.  
 Gdybym wiedział, że to ostatni wieczór, który mogłem z nim spędzić, to nigdy nie skończyłbym go tak szybko
                                                                         ^*^*^
    Od wydarzeń na plaży minął tydzień. Sehun nie dawał żadnych znaków, nie odpisywał na moje SMS i nie odbierał, kiedy do niego dzwoniłem. Tego wieczora leżałem w swoim łóżku, przeglądając Weibo, kiedy nagle mój telefon zawibrował. 
Od: Hunnie :**
Xiao Lu przepraszam,że tak wyszło. Moi rodzice dowiedzieli się o wszystkim. Przeprowadzamy się, nie chce cię tu zostawiać, ale wszytko jest już uzgodnione. Nie mam wpływu na ich decyzje. Luhan, dziękuję ci za te 2 lata, które ze sobą byliśmy, były cudowne.
 Zapomnij o wszystkim co było, a w szczególności o mnie. Pamiętaj jednak, że cię kocham i nigdy nie przestanę. Myślę, że nigdy się już nie spotkamy, dlatego chcę byś wiedział, że dla mnie byłeś najważniejszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałem w moim życiu. Jeszcze raz przepraszam i proszę byś zapomniał. 
Kocham cię, 
Sehun.
     Zacząłem niekontrolowane płakać. Bylem zły na siebie, jego, jego rodziców i cały świat. Wiedziałem, że mój płacz nic tu nie pomoże, ale to tak strasznie bolało. Słowa Sehuna cały czas odbijały się w mojej głowie. "Zapomnij". Jak do cholery mam zapomnieć skoro był osobą, którą tak strasznie kochałem i nadal kocham?! 
    Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Leżałem i płakałem przez kilka godzin z rzędu. Wykończony płaczem, w końcu zasnąłem

_________________________________________________________________________________

Autor:  Xiao MiMi

niedziela, 5 kwietnia 2015

Before Midnight ~ Rozdział III

                            
                                                         ♥

    Jasne promienie wpadały do mojego pokoju rażąc moje delikatnie uchylone oczy. Jak zawsze obudziłem się kilka minut przed budzikiem. Przymknąłem powieki jeszcze na chwilę myśląc o dzisiejszym dniu. Niedługo wyjeżdżam. Ta myśl nie dawała mi spokoju. Akurat teraz, gdy poznałem Luhana, to mogło się przydarzyć tylko i wyłącznie mnie. Zerknąłem na zegarek - 06.57, czas już wstać. Usiadłem na łóżku podpierając się drugą ręką by nie opaść z powrotem na nie i nie zasnąć jakby nigdy nic. Stanąłem na proste nogi kierując się do przyszykowanych przez moją mamę ubrań na podróż. Czerwony t-shirt z nadrukiem ''cute boy''. Nienawidziłem tej bluzki, jednak moja mama upierała się by jej nie wyrzucać. Do koloru były również czerwone rurki, które wepchnęła mi w H&M. Wolałbym jechać w samej bieliźnie niż to założyć. Odrzuciłem ubrania na bok i skierowałem się do szafy. Pusta. No tak przecież wszystko jest w walizce.
 - Zaraz, gdzie walizka? - wyszeptałem do siebie. Przeszukałem cały pokój, przerzucając rzeczy z kąta w kąt. Nigdzie jej nie było. Przecież jeszcze wczoraj stała przy drzwiach, to niemożliwe żeby od tak zgin...
Przerwałem swoje zamyślenia podbiegając do drzwi prowadzących na korytarz. Uchyliłem drzwi i ile siły w płucach krzyknąłem - Mamooo, gdzie moja walizka? - cisza. Zamierzałem drugi raz wydać z siebie głośny krzyk gdy niespodziewanie z pokoju obok wyłonił się mój ojciec. Jak zwykle ubrany w swój szlafrok w kaczuszki sięgający za kolana i swoje dziecinne kapcie w świnki. - Jak dziecko - pomyślałem. Moje myśli odgoniło jego ostre spojrzenie przeszywające mnie na wylot.
- Mógłbyś łaskawie nie drzeć się o 7 rano? Głowa mi pęka od twoich wrzasków. - powiedział, łapiąc się za głowę i kierując w stronę schodów. - Ta, chyba od piwska. - wyrwało mu się mając nadzieją, że mnie nie usłyszy. Siwon  odwrócił się gwałtownie w moją stronę, aż drgnąłem. - Co powiedziałeś? - podniósł swój głos. - Nic, nic tato. - wycedziłem przez zęby odwracając wzrok. - Wiesz może gdzie jest moja walizka? - dodałem. - A tak, jest już w bagażniku, mama ci tam jakieś ubrania przyszykowała. - odpowiedział i zszedł po schodach zostawiając mnie samego. Wychodzi na to, że muszę ubrać te okropnie słodziutkie ubrania. No pięknie.
   Po drodze do łazienki zabrałem ubrania i telefon, muszę powiadomić Luhana o moim wyjeździe. Nie chce go stracić już po kilku dniach. Odłożyłem ubrania na pralkę jednocześnie pisząc smsa do niego. Wyjaśniłem mu wszystko, po czym zdjąłem pidżamę i wszedłem pod prysznic. Zimna woda muskała mój tors. Mokre kosmyki włosów opadały na czoło. Uwielbiałem brać prysznic z rana. Wybudzał mnie ze snu.
Ubrałem się w ciuchy, które przyszykowała mi mama, nie miałem wyboru. Przy pierwszej lepszej okazji muszę jej powiedzieć, że nie jestem już dzieckiem i umiem sobie sam wybierać ubrania. Wtedy pewnie zaczęła by płakać, że jej malutki synek dorasta, zresztą jak zawsze. Te kolory zdecydowanie do mnie nie pasowały. Dzięki nim wyróżniałem się z tłumu, czego bardzo nie lubię. Wolę siedzieć cicho jak mysz pod miotłą w swoich podartych czarnych spodniach i szarych podkoszulkach. Zabrałem ostatnie potrzebne rzeczy i spakowałem do torby podręcznej. Rozejrzałem się po pokoju dokładnie oglądając każdy detal. - Długo mnie tu nie będzie - pomyślałem, po czym wyszedłem z pokoju.
Schodząc po schodach pierwsza osoba, która rzuciła mi się w oczy był Siwon. Siedział przy stole, obok niego siedziała mama. Rozmawiali o czymś, jedząc śniadanie. Było jedno wolne miejsce czekające na mnie. Ruszyłem pewnym krokiem po czym na chwilę zatrzymałem się zakładając ręce na klatce piersiowej i opierając się plecami o futrynę. - Dzień dobry - Wydusiłem z siebie. Na mojej twarzy pojawił się najbardziej sztuczny uśmiech na jaki było mnie stać. Rodzice skierowali swoje spojrzenia na mnie. Mama jak zwykle uśmiechnęła się do mnie życzliwie, gestem ręki zapraszając mnie do stołu. Siwon wybuchnął śmiechem. Spojrzał na mamę, chciał coś powiedzieć lecz nie mógł nic z siebie wydusić. Zaczął walić ręką w stół nadal nie mogąc złapać oddechu. Wskazał na mnie palcem, spojrzał po czym znowu zaczął dusić się ze śmiechu. Po kilku atakach śmiechu uspokoił się. Spojrzałem pytająco na mamę, ta jednak nie wiedziała co się dzieje. - Ukradłeś matce ubrania? - powiedział Siwon nie mogąc powstrzymać kolejnego napadu śmiechu. - Bardzo śmieszne. - ddpowiedziałem po czym zdjąłem skórzaną kurtkę z wieszaka i szybko założyłem, po czym wyciągnąłem stare czarne trampki i wsunąłem na nogi. - Jestem gotów do wyjazdu. - dodałem po czym wziąłem torbę podręczną i przełożyłem przez ramię. - A śniadanie? Nie puszczę się w tak długą podróż bez porządnego posiłku! - powiedziała mama, z miną poważną jak nigdy dotąd. - Mamo wiesz, że rano nie mam apetytu. - odparłem. Miałem już iść w stronę wyjścia gdy kobieta podbiegła do mnie z różową śniadaniówką. - Weź chociaż to! - wsunęła mi śniadaniówkę do torby. - Na pewno przez drogę zgłodniejesz. - dodała po czym złapała mnie za policzek lekko szczypiąc. Cicho jęknąłem z bólu. Moja rodzicielka wtuliła się we mnie tak mocno, że przez chwilę nie mogłem złapać oddechu. Była drobna, ale strasznie silna. - Jeśli będziesz niegrzeczny zostaniesz tam całe wakacje! Pamiętaj! - upomniała mnie po czym musnęła ustami policzek. - Tak wiem, wiem wszystko! - odpowiedziałem po czym uwolniłem się z uścisku kierując w stronę holu. - Poczekam na zewnątrz. - rzuciłem ostatnie spojrzenie na mamę. Miałem już chwycić za klamkę, gdy stanąłem przed wielkim lustrem przeglądając się w nim dokładnie. Wyglądałem naprawdę gejowsko. Czerwona bluzka, nakryta kurtką, czerwone rurki i włosy upięte w małą kitkę. Brakowało mi tylko różowej opaski i bransoletki z Hello Kitty. Mój honor ratowała skórzana kurtka i czarne trampki. Jednak nawet te detale nie ratowały przed skompromitowaniem się. Po chwili usłyszałem ciche kroki za plecami, odwróciłem się i spojrzałem na tatę. - Jestem gotowy, możemy ruszać. - Powiedział i otworzył drzwi frontowe kierując się do samochodu, ruszyłem zaraz za nim. Zająłem miejsce obok kierowcy widząc przez ramie mamę, która macha mi na pożegnanie. Udawałem, że jej nie widzę, nie miałem zamiaru wymuszać uśmiechu i odmachać jakby nigdy nic. Po chwili na miejscu kierowcy usiadł Siwon. Popatrzył na mnie na chwilę po czym prychnął. Nie miałem pojęcia o co mu chodzi, choć to mogło być wszystko. Za długie paznokcie, a może tym razem moja fryzura mu się nie podobała. Zaryzykowałem, patrząc mu prosto w oczy zapytałem. - Co tym razem? - włożył kluczyk do stacyjki po czym odjechał z podjazdu rozglądając się na boki. - Sam się doigrałeś. - odrzekł, gdy tylko wyjechaliśmy na główną ulice naszej małej dzielnicy. Nie było mamy nie miał mnie kto bronić, chciałem zaatakować go serią obelg, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem. Nie miałem zamiaru się z nim użerać całą drogę, odpiąłem torbę w poszukiwaniu mp3 i słuchawek. Włączyłem pierwszą lepszą piosenkę i ukradkiem spojrzałem na tatę. Wydawał się oburzony tym, że nie miałem zamiaru mu odpowiadać. Kąciki moich ust leciutko powędrowały ku górze, teraz wiedziałem co go najbardziej drażni. Droga zapowiadała się długa i nudna, a na dodatek miałem niemiłe towarzystwo. Gdy tylko wyjechaliśmy z Seulu zboczyliśmy z głównej trasy i kierowaliśmy się na boczne drogi. Nie znałem tej drogi, choć bardzo dobrze znam Seul i jego okolice. Zjechaliśmy z polnej drogi i wjechaliśmy na asfalt. Wreszcie, ciągłe obijanie głową o szybę nie było przyjemne. Okolica była dziwna. Jedna droga ciągnąca się za horyzont. Po obu stronach znajdowały się niewielkie wzgórza pokryte zielenią, w oddali widać było, że są coraz wyższe. Na niewielkiej polance pasły się konie, wyglądały pięknie na tle wschodzącego słońca. Droga wydawała się nie kończyć, miałem wrażenie,że odkąd wjechaliśmy na tą trasę nie ruszyliśmy się ani na milimetr. Cała ta podróż nużyła mnie do snu, moja powieki stawały się coraz cięższe. Oparłem głowę na podgłówku i przymknąłem powieki zanurzając się w śnie.

   Jasne promienie rażące delikatną skórę chłopca delikatnie muskały jego szyję. Biegł szybko na wysoką wieżę uciekając przed złymi trollami i wielkimi smokami, miał jeden cel: Uratować księżniczkę. Pokonał wielką, gorącą fosę lawy przeskakując z jednego węzła na drugi. Wspiął się na wysokie szczeble muru zamkowego. Był już blisko, czuł zapach zwycięstwa, zbliżał się do celu. Zwolnił, czuł czające się w okół niego niebezpieczeństwo, ktoś chciał odbić jego księżniczkę. Schował się za niewielki odłamek ściany zamku, czyhając na swoją ofiarę. Otoczyła go ciemność gdy został poskromiony i z krzykiem upadł na ziemię. Uchylił lekko powieki, widział tylko buty kierujące się w stronę wieży. Nie mógł się teraz poddać, nie teraz gdy był tak blisko wygranej. Szybko wstał, strzepując z odzienia niewidzialny kurz. Ile miał sił w nogach biegł przez niekończący się tunel. Zwężająca się droga utrudniała dostęp do zwycięstwa. Upadł na kolana, turlał się, szarpał by tylko wygrać. Zauważył światło - To wyjście - pomyślał, po czym zebrał w sobie siły by przyśpieszyć tępo. Wydostał się na powierzchnię, otaczały go stare mury zamkowe i ogród, o który już dawno nikt nie dbał. Podążał w stronę wielkiej wieży otoczonej szarymi chmurami. - Już blisko - wymamrotał po czym zwolnił tępo zauważając wroga niosącego jego księżniczkę. Podbiegł ile sił mu zostało, chciał walczyć ale nie było już sensu, przegrał. - Kris, TY! TY! Wiesz dobrze, że tym razem ja miałem uratować Tao! - krzyczał chłopiec ledwo łapiąc dech w piersiach. - Za wolny jesteś Taeminnie! Tao jest i zawsze będzie moją księżniczką! - Odpowiedział po czym odłożył księżniczkę z powrotem na ziemie. Taemin zawsze przegrywał, nieważne jak dużo serca włożył w grę na małym placu zabaw, zawsze ponosił klęskę. - Nie martw się! Następnym razem może ci się uda! - Skierował Tao do Taeminna klepiąc go po plecach. W tym samym czasie trzy młode kobiety podbiegły do chłopców.
- Znowu ta niebieskieczna gra! Taeminie mówiłam Ci, że niewolno ci w nią grać! A jeśli byś sobie coś zrobił na ściance do wspinaczki? - powiedziała najdrobniejsza z nich biorąc Taemina na ręce. Dwie kobiety poszły w jej ślady i zrobiły to samo zabierając swoich synów do domu.
Kolorowe bilbordy raziły młode oczy chłopaka, mijali również mnóstwo sklepów. Ich dom nie znajdował się daleko ale droga prowadząca do spokojnej dzielnicy liczyła się z przejazdem przez sam środek Seulu. Młody Taemin uwielbiał przechadzki po Seulu, zwłaszcza z mamą. Uwielbiał zaglądać do każdego sklepu lecz nie zostawał tam długo, zaraz po wejściu był wyciągany siłą ze sklepu. Po drodze do domu odwiedzili lodziarnię. Usiedli w kąciku lodziarni i delektowali się smakołykami. Drobna kobieta wycierała brudną od lodów buzię chłopca. Czasem robił to specjalnie by tylko kochająca go mama zwróciła na niego uwagę. Resztę drogi spędzili w ciszy. Młodszy chłopiec mocno trzymał drobną rękę kobiety na wszelki wypadek jakby chciała go puścić. Taemin szybko podbiegł do drzwi wejściowych, otwierając je i szybko wbiegł do salonu. Zauważył wystający zza zasłony szlafrok w kaczuszki, uśmiechnął się niepewnie podchodząc. Był wystarczająco blisko by ujrzeć postać chowającą się przed nim. Wtedy zasłona odsunęła się, a zza niej wyłoniła się postać z wysoko podniesionymi kącikami ust i wielkimi świecącymi się oczami. - Tato! - krzyknął chłopiec z wielkim uśmiechem na twarzy. - Mój mały książę! - odpowiedział po czym podniósł małego chłopca z łatwością podrzucając go kilka razu w górę. Przytulił go do siebie, a w kącikach jego oczu pojawiły się łzy. - Tatuś już nigdy cię nie zostawi. Obiecuję! - wyszeptał wtulając się w małą postać chłopca. Drobna postać kobiety stanęła i przyglądała się wszystkiemu, jej spojrzenie z mężczyzną skrzyżowały się po czym na jej twarzy pojawił się uśmiech. Starszy mężczyzna pokazał gestem dłoni by podeszła. Po chwili wszyscy we trzech byli wtuleni w siebie. - Taemin, pamiętaj kochamy cię! - powiedziała drobna kobieta mocniej wtulając się w objęcia. - Taemin - powtórzyła kobieta. - Taemin, Taemin... halo. 

   - Taemin! Do jasnej cholery! Wstawaj! - uchyliłem lekko powieki, przede mną znajdowała się postać mężczyzny. - Nareszcie! Myślałem, że cię nie wybudzę - wymruczał mężczyzna i stanął kawałek dalej. Po chwili zacząłem się orientować w terenie. Staliśmy na jakimś parkingu. Obok nas była jakaś mała knajpa, a poza nią zupełnie nic, zieleń, kila niewysokich wzgórz i ta sama droga którą ostatnio widziałem. - Jesteśmy już w połowie drogi, a ja trochę zgłodniałem więc skoczę coś zjeść, idziesz ze mną? - zapytał nachylając się nade mną. W sumie byłem głody, a nie miałem zamiaru jeść tych zaparowanych kanapek od mamy. - Pewnie. - odpowiedziałem i szybko wysiadłem z samochodu biorąc ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Knajpa wydawała się skromna. Cała zbudowana była z drewna, podtrzymana drewnianymi kolumnami. Mały taras otoczony płotkiem dodawał temu miejscu uroku. Nas wejściem widniał świecący się napisz ''Witamy''. Pierwsza literka już prawie odpadała, a trzecia ledwo świeciła. - Urocze miejsce. - wymamrotałem, jednak tata nie zdołał tego usłyszeć. W środku był zupełnie inny klimat niż na zewnątrz. Przy wielkich drewnianych oknach znajdował się szereg wolnych stolików na, których leżały karty dań. Środek knajpy zajmował wielki blat, na którym znajdowała się kasa, kilka opakowań i duży porcelanowy dzbanek. Ściany pokryte były pomalowanym na biało drewnem, zresztą tak jak cała knajpa. Nie było tu zbyt wiele miejsca, tak jak i ludzi. Koło blatu siedział dwóch mężczyzn w wieku Siwona, a może i starszych. Popijali soju, choć pewnie prowadzili, ale cóż nie moja sprawa. Zmierzyli mnie wzrokiem, chyba wiem dlaczego. Pewnie w ich głowie krążą zboczone myśli na mój temat, dziękuje mamo. Usiedliśmy zaraz przy stoliku dwuosobowym daleko od mężczyzn. Po chwili podszedł do nas niewysoki szatyn, może w moim wieku. Ubrany był w białą koszulę i zwykłe czarne jeansy. Na plakietce widniał napis Lay. Chłopak był bardzo miły, przyjął nasze zamówienie. Zauważyłem lekkie dołeczki na jego policzkach, gdy tylko kąciki jego ust wznosiły się leciutko do góry. Zjedliśmy w ciszy, chłopak przy ladzie co jakiś czas zerkał w moją stronę. Wydawał się sympatyczny. Gdy już wystarczająco odpoczęliśmy, ruszyłem w stronę Laya by zapłacić. Zamieniliśmy kilka zdań, okazało się, że jest ode mnie 2 lata młodszy. W tym roku będzie uczęszczał do tej samej klasy co ja.  Pożegnałem się i odszedłem w stronę drzwi.
Zająłem swoje stare miejsce i ruszyliśmy. Wjechaliśmy na tą samą długą, niekończącą się ulice. Dotarcie na miejsce zajmie jeszcze trochę czasu. Puściłem swój ulubiony kawałek Thirty Seconds To Mars - The Kill pogrążając się we śnie.
   Ze snu wyrwał mnie warkot silnika i ciche mruczenie pod nosem Siwona. Uchyliłem delikatnie powieki by sprawdzić co się stało. Staliśmy na środku drogi, po prawej stronie znajdowała się polana okryta zielenią i drewniane belki tworzące zagrodę. Po lewo mały las, również otoczony zagrodą. Siwon zerwał się ze swojego miejsca, z hukiem otworzył drzwi prawie wyrywając je z nawiasów i podszedł do maski samochodu. Gdy tylko lekko uchylił klapę biały dym uniemożliwił mi widok. Wyszedłem z auta sprawdzić czy wszystko w porządku. Gdy tylko dym zaczął mnie dusić, odsunąłem się na bok. Tata szybko wybiegł z białej pary zakrywając ręką usta i kaszląc. - Chyba dalej nie pojedziemy - powiedział nadal kaszląc. Byłem w małym szoku. Utknęliśmy na jakimś zadupiu, a on mi mówi, że dalej nie pojedziemy. Nawet nie wiedziałem ile już przejechaliśmy, czy jesteśmy blisko. - Co? Chyba żartujesz! Gdzie my w ogóle jesteśmy? - rozglądałem się szukając jakiejkolwiek cywilizacji. Nic tylko wielkie pastwiska, las, konie i żaba zmierzająca w moim kierunku. Zaraz wróć... ŻABA. Podskoczyłem z piskiem szybko wdrapując się na plecy Siwona. Cholernie brzydziłem się żab. Są małe, paskudne i obślizgłe, po co one w ogóle są potrzebne? - Cholera! Taemin co ty wyrabiasz? Nie ważysz pięciu kilo! - krzyknął Siwon, próbując zrzucić mnie z siebie. Trzymałem się mocno, dopóki ten płaz był w pobliżu nie miałem zamiaru zejść. - Nie zejdę dopóki to coś nie zniknie z mojego pola widzenia! - krzyczałem, pokazując na małe obrzydlistwo przede mną. - Jak dziecko Taemin! Jak dziecko. Tu jest mnóstwo żab musisz się przyzwyczaić. Są to tereny wilgotne, a poza tym w pobliżu jest bardzo dużo jezior. - powiedział po czym schylił się by ułatwić mi zejście, jednak nie miałem najmniejszego zamiaru tego zrobić, jeśli w pobliżu jest więcej tych stworzeń nie dotknę ziemi za wszelką cenę. - Nie ma mowy nie zejdę! Nie dotknę ziemi! Napraw do auto i ruszajmy już!
- Nie mogę nic zrobić kiedy na plecach mam przerośnięte dziecko, które na dodatek ma fobie na punkcie małych żab! Złaź już! - choć nie mogłem ujrzeć jego twarzy wiedziałem, że jest zdenerwowany. Im prędzej naprawi samochód tym szybciej stąd odjedziemy. - Zejdę, ale posadź mnie na dachu. - powiedziałem już niższym tonem. - Nie możesz po prostu usiąść w środku? Jak normalni ludzie? - odpowiedział, jednak ja nie miałem zamiaru dusić się w środku. - Uduszę się tam prędzej! - Znów podniosłem głos ze zdenerwowania. - Na litość Taemin! Uchylisz sobie drzwi! - odrzekł.
- Jeszcze jakaś żaba mi wskoczy! Nie ma mowy! Na dach albo nigdy nie zejdę i będziesz musiał przez całą drogę nieść mnie na barana! - wykrzyczałem przymykając powieki z frustracji. Siwon nic nie odpowiedział, tym razem wygrałem. Pomógł mi się wgramolić na dach samochodu, gdzie poczułem się bezpiecznie. Żaden szkodnik nie miał tutaj wejścia, teraz mogę spokojnie odpocząć. - Więc, wracając do pytania. Gdzie jesteśmy? - zapytałem, zakładając okulary przeciw słoneczne na nos. Słońce prażyło dość mocno. -Jesteśmy niedaleko Midland. Zaraz naprawię tego gruchota i ruszymy dalej. A ty się nie zapominaj, urządzaj sobie wakacje tam na górze.
- Mid... Czego? Mów wyraźnie. - powiedziałem, po czym położyłem się na dachu podkładając kurtkę pod głowę.
- Midland, to miasteczko w którym spędzisz wakacje i będziesz pomagać rodzinie Choi. To dobrzy ludzie, na pewno dobrze się tobą zaopiekują i oczywiście zadbają o twoją dyscyplinę!
- Skąd ty ich w ogóle znasz? - zapytałem podnosząc się siadu.
- Tak się składa, że właściciel tego całego gospodarstwa to mój dobry kolega z czasów szkolnych. Nie martw się nie tylko ty będziesz pomagał w utrzymaniu ich biznesu. W wakacje mnóstwo uczniów zgłasza się do państwa Choi, z własnej woli. Są mili, dobrze płacą i na dodatek karmią swoich pracowników, to uczciwi ludzie. Nie każdemu udaje się zdobyć tam fuchę, powinieneś się cieszyć, że mam tak dobre kontakty i cię tam wkręciłem.
- Czyli za pomoc tam dostanę kasę? - kąciki moich ust powędrowały w górę, może są plusy tej ''kary''. Tata tylko prychnął i zachichotał pod nosem.
- Jeszcze czego! To ma być kara, a nie nagroda! Nie dostaniesz ani grosza. Będziesz im pomagał, a twoja wypłata to dokarmianie cię i dawanie ci schronienia.
Prychnąłem głośno znów osuwając się na dach. Nie dostanę nic i na dodatek będę musiał znieść kontakt jakiś nadpobudliwych ludzi, którzy nie wiedzą co robić w wakacje i zapisują się by ciężko harować. Po prostu super.
Klapa samochodu trzasnęła wyrywając mnie z zamyśleń. Wzdrygnąłem się unosząc lekko na łokciach.
- Skończyłeś? Możemy jechać?
- Obawiam się, że sam nie zdołam tego naprawić. - powiedział, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Co? Chyba sobie żartujesz? Co my mamy teraz zrobić? - zacząłem panikować, nie chciałem tu zostać ani minuty dłużej. Żab pojawiało się coraz więcej, na dodatek skwar robił się powoli uciążliwy.
- Spokojnie, wioska jest niedaleko. Wykonam tylko jeden telefon do państwa Choi i wyślą kogoś po nas, czekaj tu chwilę.
Siwon wyjął telefon po czym oddalił się od samochodu. Gadał dość długo, śmiał się co mnie na prawdę wkurzyło. Miał załatwić nam transport, a nie urządzać sobie pogawędki. Chciałem już krzyknąć żeby się pośpieszył, gdy w okół samochodu zaczęły gromadzić się żaby. Z każdej strony przybywało ich więcej. Cholerne miejsce, muszą kierować się w stronę jakiegoś zbiorowiska wody skoro ich tu tak dużo. Przestałem skupiać się na tych obrzydliwych stworzeniach, kiedy Siwon kierował się w moją stronę.
- I jak? Przyjadą? - zapytałem.
- Tak, tak. Wyślą kogoś i zaraz powinni być.
   Czekaliśmy dobrą godzinę, aż wreszcie zjawili się. Czarna furgonetka zahamowała z piskiem opon. Drzwi rozsunęły się, moim oczom ukazał się niewysoki chłopak, mniej więcej w moim wieku. Miał około metr siedemdziesiąt pięć i blond włosy lekko uniesione ku górze. Jego ciemnoczekoladowe kocie oczy badały każdą rzecz, która stała mu na drodze. Ubrany był w ubrudzoną od smoły koszulę i ciemne, podarte jeansy. Zaraz za blondynem wyłonił się nastolatek może w moim wieku. Był zdecydowanie niższy od blondyna. Miał ciemnobrązowe włosy ułożone w nieładzie, kilka kosmyków odstawało mu na boki. Przednia cześć włosów przysłaniała jego czoło, a te w okół twarzy sprawiały, że chłopak wyglądał odrobinę doroślej. Miał na sobie zwykły biały podkoszulek i zwykłe spodnie dresowe, idealnie dopasowane do jego nóg. Ostatni chłopak był tak wysoki, że spokojnie dotknąłby chmur. Miał duże, ciemne oczy i długie, wręcz czarne włosy zasłaniające mu czoło. Jego uśmiech był tak szeroki, że aż niemożliwy dla normalnego człowieka. Przypominał trochę żabę, straszne. Jego odzienie nie różniło się od innych, czarna kurtka zarzucona na czarny podkoszulek i zwykłe, szare jeansy.
- Key, Jjong zajmijcie się samochodem - powiedział najwyższy. Blondyn tylko skinął głową, a on sam ruszył w stronę Siwona. - Miło mi poznać jestem Choi Minho, syn Choi Yunkyuma. Tata aktualnie nie mógł przybyć, więc wysłał naszą trójkę. - Miło mi, jestem Lee Siwon, a tam na dachu - skierował wzrok na mnie. - To mój syn, Lee Taemin. Szatyn tylko uśmiechnął się i pomachał mi, czego oczywiście nie odwzajemniłem. Odwróciłem wzrok w stronę blondyna i najniższego z nich wszystkich. Grzebali coś przy silniku, przynajmniej tak mi się zdaje. Nigdy nie interesowałem się takimi pierdołami, w przeciwieństwie do nich. Była widać gołym okiem, że wiedzą co należy zrobić. Wzrok najniższego powędrował w moją stronę, nasze spojrzenia skrzyżowały się.
- Hej, jestem Jonghyun - Powiedział. Blondyn oderwał się od swoich zajęć i też spojrzał w moim kierunku. - To jest... - Nie zdążył gdyż blondyn wtrącił się przed nim.
- Kim Kibum, dla znajomych Key. - oznajmił Blondyn, a kąciki jego ust powędrowały do góry.
- Lee Taemin. - wymruczałem pod nosem.
- Tamta przerośnięta ropucha to Minho - powiedział niższy, wskazując palcem na szatyna zajętego rozmową z Siwonem. - Więc... Będziesz teraz pracować u państwa Choi? - zapytał. Nie miałem zamiaru chwalić się przed nikim, że będę pomagał w ramach ''kary'' od moich kochających i troskliwych rodziców.
- Ta... Tak jakby, można tak powiedzieć.
- My z Jjongiem też pracujemy u państwa Choi, ja jestem mechanikiem, a Jjong zajmuję się końmi, tylko czasem mi pomaga. - wtrącił się blondyn.
Prawie zachłysnąłem się śliną na zdanie o koniach. Co jeszcze krowy, świnie? Chciałbym żeby te wakacje jak najszybciej się skończyły. Blondyn zauważył moje zdegustowanie i niechęć bycia w tym miejscu.
- Nie martw się, u państwa Choi jest naprawdę fajnie! Gdy tylko się ściemni chodzimy nad jezioro i rozpalamy ognisko. Jest naprawdę przyjemna atmosfera! Szybko się przyzwyczaisz.
- Dużo was tam jest? - zapytałem.
- Kogo? Osób które pomagają? Dość sporo. Jest nas jeszcze więcej gdy zjawią się osoby, które mieszkają w pobliżu. To miła okolica, sam się przekonasz. Rozmowę przerwał nam dźwięk zapalającego się samochodu.
- Gotowe. - oznajmił Key zamykając klapę i wycierając brudne ręce o koszule. Teraz wiem czemu była brudna od smoły.
Siwon bez zastanowienia podbiegł do blondyna i objął go mocno. Key tylko zrobił zdziwioną minę, po chwili oderwał się od niego podbiegając do samochodu. Wysoki szatyn podszedł bliżej Jjonga i Keya.
- Nie będę z wami jechać do miasteczka, zabierzecie Taemina ze sobą, a ja będę ruszał powoli do domu. Droga jest długa, nie będę marnować czasu. - powiedział Siwon. W głębi duszy zabolało mnie to. Myślałem, że odwiezie mnie do miasteczka, a on najwidoczniej chciał się mnie szybko pozbyć. Na dodatek oni. Nie znałem ich w ogóle, a on chciał zostawić mnie sam na sam z nimi.
- Jasne rozumiem, my będziemy się już zbierać, mamy jeszcze parę niedokończonych rzeczy do zrobienia. - powiedział Minho.
- Rozumiem, walizka Taemina jest w bagażniku, zaraz wam podam.
Walizkę z łatwością chwycił najwyższy i jakby nigdy nic skierował się do furgonetki. - Do zobaczenia wkrótce panie Siwon! - powiedział, ojciec skinął głową na znak pożegnania i uśmiechnął się szczerze.
- Chodź Taemin - Powiedział Key, odwracając się i idąc w ślady Minho. Odchrząknąłem tylko patrząc na Siwona. Nie miałem zamiaru dotknąć ziemi dopóki te małe obrzydlistwa nie znikną mi z oczu. Albo Siwon mnie przeniesie albo się nie ruszam.
- Taemin co jest? - spytał Key, odwracając się do mnie przodem. Inni poszli w jego ślady i zrobili to samo.
- Taemin, błagam cię moje plecy nie wytrzymają już dłużej twojego ciężaru - powiedział Siwon.
- Nie ma mowy, albo mnie przeniesiesz albo zostanę tu na wieki.
- O co chodzi? - spytał zdezorientowany Minho. Nie chciałem mu mówić, mógłbym skłamać, że kostka mnie boli lub coś. To była dość dziwna fobia i nie chciałem żeby ktokolwiek (prócz rodziców) ją znał.
- Boi się żab. - wygadał Siwon z wścibskim uśmieszkiem na twarzy. Mój cały plan poszedł się walić. Cała trójką stojąca przed maską samochodu zaczęła się chichotać. Rzuciłem piorunujące spojrzenie Siwonowi, niech wie gdzie jego miejsce. Zanim wydobyłem z siebie jakikolwiek dźwięk, Minho złapał to obrzydlistwo z rękę i zbliżył się do mnie.
- Boisz się takiego słodkiego stworzonka? - zapytał wyciągając rękę w moim kierunku.
- Weź to! Weź! Odsuń! - zacząłem panikować i piszczeć. Oni zaczęli się tylko śmiać. Bez serca.
- Ja cię wezmę na barana. - oznajmił Minho, wypuszczając żabę na wolność.
- Nie ma mowy! Albo zrobi to Siwon albo zostaje tu na zawsze! - nie chciałem żeby żaden obcy, przerażający i przypominający ropuchę człowiek niósł mnie na barana. Ledwo zgodziłem się na Siwona, a on mi wyjeżdża z taką propozycją.
- Taemin! Do cholery nie mam całego dnia! - wykrzyczał Siwon wsiadając do samochodu.
- Jeśli nie chcesz mojej pomocy. - powiedział najwyższy, wziął znowu to obrzydlistwo do rąk i przyłożył blisko dachu. - To będę musiał ją wypuścić do ciebie na dach. - dodał.
- Nie zrobisz tego! - wykrzyczałem. Ręka Minho znajdowała się coraz bliżej dachu. Odsunąłem się na drugi koniec. Gdy zabrakło mi dachu zacząłem panikować.
- Dobra! Już, już zgadzam się! Tylko weź to daleko ode mnie! Szatyn uśmiechnął się i odłożył stworzonko na pobocze. Podał walizkę najniższemu i podszedłem tyłem do samochodu. - Wskakuj. - Powiedział, odwracając głowę w moim kierunku. Niechętnie zsunąłem się na plecy Minho, owinąłem ręce wokół jego szyi. Nogi oplotłem mu w pasie, po czym złapał mnie pod ugięciem kolan bym nie spadł.
- Jesteś zaskakująco lekki. - powiedział szatyn.
- Jeśli mnie zrzucisz mój cios nie będzie taki lekki. - wycedziłem przez zęby. Włosy szatyna lekko powiewały na wietrze, przez co mogłem poczuć aksamitny zapach jego szamponu do włosów, pachniał różami pomieszanymi z wodą kolońską, którą wylał na siebie hektolitry, zapewne. Odwróciłem wzrok w stronę samochodu, pomachałem tacie na pożegnanie. Odmachał i pojechał zostawiając mnie samego. Nie wiedziałem nawet, kiedy przyjadą mnie odebrać. Zostanę tu na całe wakacje, a może zlitują się nade mną i przyjadą wcześniej.
- Nie boisz się usiąść w aucie? Czy może mam cię posadzić na kolanach? - zachichotał Minho. Zmarszczyłem czoło i wskoczyłem na tylne siedzenie. - Dam sobie radę. - powiedziałem. Wyższy tylko uśmiechnął się chichocząc i usiadł na miejscu kierowcy. Koło szatyna zasiadł Key, a koło mnie Jonghyun.
   Ruszyliśmy od razu. Widoki zza okna były nieziemskie. Niewielkie góry w oddali, polany pokryte zielenią, małe jeziora, pasące się konie, w oddali niewielkie lasy. Była pięknie, lecz nie widziałem żadnej cywilizacji. Żadnych znaków, ludzi nawet budowli. Droga nie zajęła nam dużo czasu. Po chwili wjechaliśmy na polną drogę. Minęliśmy wielki baner na którym widniało nazwisko Choi i kilka podstawowych informacji o gospodarstwie. Musieli być naprawdę bogaci. Po obu stronach polnej drogi było drewniane ogrodzenie, z pewnością dla zwierząt, tylko jak akurat żadnych nie widziałem. Na horyzoncie pojawiło się kilka domków jednorodzinnych, gdy tylko minęliśmy znak z napisem ''Midland''. Wjechaliśmy przez wielką białą bramę. Minho zaparkował tuż obok ogrodzenia. Wysiadłem zaraz po JJongu, nie zastanawiałem się czy są tu żaby. Nie obchodziło mnie to w tej chwili, byłem zachwycony tym miejscem. Na środku parceli stał wielki szaro-biały dom. Przed wejściem na taras, posadzone były różnorodne rośliny, dzięki którym to miejsce wydawało się jeszcze bardziej przyjemne. Budowla miała chyba z dwa piętra. Przed drzwiami stały dwie potężne, białe kolumny, które podtrzymywały wielki balkon. Całej tej konstrukcji uroku dodawały wielkie okna od ziemi po sam sufit. Przed głównym wejściem stoi żelazna figurka psa w czarnym cylindrze i długim fraku. Po obu stronach budowli dobudowane są wieże. Po prawej stronie stała wielka stajnia, nie taka zwyczajna. Również była ogromna, wzrostem dorównywała dom obok. Cała zbudowana była z drewna. Na samym środku drewnianej ściany widniały wielkie drzwi, a może i nawet wrota. Były ogromne, tak samo jak cała ta budowla. Po lewo stała odrobinę mniejsza budowla, cała z kamienia. W kamienną ścianę wbudowane było kilka garaży i jedne drzwi, zapewne prowadziły do schowka czy coś tego typu. Od każdej z budowli poprowadzona była droga prowadząca na sam środek parceli, gdzie widniała fontanna. Wielka fontanna.
Nie mogłem się napatrzeć. To wszystko wyglądało na prawdę pięknie. Cała posiadłość otoczona była wielkim białym murkiem, który sięgał ledwo do pasa. W oddali było widać kilka małych drewnianych domków jednorodzinnych, oraz liczne ogrodzenia dla zwierząt. Było mnóstwo dróg polnych i wspaniałe widoki. Niewielkie góry, w oddali mały las i  wielkie pastwiska.
- Ziemia do Taemina - z zamyśleń wyrwał mnie Key machając ręką przed moją twarzą. Ocknąłem się patrząc na chłopaków. Minho wziął moją walizkę i skierował się do głównej budowli. Key i Jjong pożegnali się ze mną i ruszyli w stronę garaży. Podreptałem za szatynem. - Mogę sam nieść swoje rzeczy, wiesz?
Minho tylko spojrzał na mnie i zachichotał. Nie wiedziałem o co mu chodzi. Czy on sobie myśli, że jestem tak słaby, że nie dam rady ponieść własnej torby? Prychnąłem pod nosem podbiegając do szatyna, tym samym dorównując mu kroku. Wielkie drzwi otworzyły się zanim szatyn zdążył pociągnąć za klamkę, zza nich wyłoniła się drobna, starsza kobieta o miłym wyrazie twarzy. Miała czarne włosy spięte w kok i biały fartuch przewiązany w pasie.
- Ty jesteś pewnie Taemin - powiedziała starsza kobieta, posyłając mi szczery uśmiech. Odwzajemniłem go i skinąłem głową na potwierdzenie. Kobieta gestem dłoni zaprosiła nas do środka. Wewnątrz było również pięknie jak i na zewnątrz. Ściany pokryte błękitem, wielki szklany żyrandol i wielkie schody na środku prowadzące na piętro.
- Minho, zanieś bagaż Taemina do pokoju gościnnego, ja przygotuję mu coś do jedzenia. Musi być wykończony po tak długiej podróży. - dodała. Przeszliśmy przez wielki złoty łuk w ścianie oddzielający przedpokój i kuchnie. Na samym środku pomieszczenia stało kilka blatów przy których przystawione były stołki barowe. Przy ścianę w stało kilka blatów, lodówka i kuchenka. Na wolnej ścianie wisiał wielki obraz przedstawiający panoramę Seulu. Zaraz obok kuchni było przejście do wieży, która zapewne prowadziła na dach. Starsza kobieta podeszła do lodówki szukając czegoś. Wtedy zauważyłem, że nie jesteśmy sami. Przy blacie na środku pomieszczenia siedział młody chłopak, może w moim wieku. Był nieco niższy ode mnie. Miał cerę jaśniejszą ode mnie, a twarz bardzo bladą. Ubrany był w szarą bluzę, a jego głowę zagrywał kaptur, kilka brązowych kosmyków opadało na czoło. Podszedłem niepewnie do wolnego miejsca naprzeciwko chłopaka. Spojrzał na mnie spode łba, nie przejmując się mną zajął się jedzeniem.
- Baekhyun, nie bądź nie miły. Przywitaj się z naszym gościem. - Starsza kobieta przerwała ciszę. Chłopak podniósł głowę znad miski i uśmiechnął się niepewnie. - Baekhyun, miło mi. - powiedział. Widziałem w jego wyrazie twarzy niepewność i coś podobnego do... smutku?
- Lee Taemin, miło mi. - odpowiedziałem, uśmiechając się szczerze. Starsza kobieta podała mi miskę ramenu. Zaczęliśmy jeść w ciszy. Pani Choi podeszła do nas i przysiadła się.
- Baekhyun to brat Minho. - powiedziała kobieta. Na te słowa omal się nie zakrztusiłem. Oni? Bracia? Nie są do siebie w ogóle podobni. Minho to taka chodząca, szczęśliwa ropucha. Wszędzie gdzie on tam radość, a Baekhyun... był inny. Smutny, bez życia. Nawet wyglądem się różnili. *TRZASK*. Podskoczyłem w miejscu, Baekhyun zrzucił szklany talerz na ziemie i wybiegł z kuchni. Odprowadziłem go spojrzeniem, gdy tylko zniknął z zasięgu mojego wzroku, rzuciłem pytające spojrzenie pani Choi.
- Zachowuje się tak od pewnego czasu, musisz mu wybaczyć. - powiedziała.
Cały obiad minął całkiem przyjemnie, omijając tą akcje z Baekhyunem. Zaraz po wyjściu chłopaka zjawił się Minho. Dali mi plan pracy i wytłumaczyli gdzie co jest. Miałem dość mało czasu wolnego w tygodniu, za to weekendy miałem wolne. Może nie będzie tak źle. Po obiedzie zaproponowałem, że pomogę posprzątać. Pani Choi z przyjemnością przyjęła moją propozycje, oczywiście Minho również zgłosił się do pomocy co mnie zniechęciło do pracy. Starsza kobieta wyszła z kuchni zostawiając nas samych. Minho zbierał naczynia, a ja myłem. W pewnym momencie poczułem jak moje plecy stają się mokre. Wzdrygnąłem się szybko obracając. Za mną stał szczęśliwy Minho z małą miską po wodzie i szczerzył się do mnie pokazując tym samym rządek białych zębów.
- Czemu to zrobiłeś? Moje ubrania! - krzyknąłem, obudzony.
- Jeśli tak się ubierasz na co dzień chyba będę zmuszony ograniczyć nasze kontakty. - odpowiedział wyższy, chichocząc pod nosem. Zauważyłem, że mam na sobie nadal te słodkie ubrania od mojej mamy. No pięknie, a chciałem zrobić wrażenie pierwszego dnia.
- Zostałem zmuszony do ubrania... tego czegoś - powiedziałem wskazując na bluzkę i spodnie. - zaprowadzisz mnie do pokoju gościnnego? Chciałbym się wysuszyć i przebrać, jeśli pozwolisz. - Minho skinął głową po czym zaprowadził mnie do pokoju. 
   Pomieszczenie było ogromne, większe niż mój salon w Seulu. Po prawej stronie przy ścianie stało łóżko dwuosobowe, a na nim sterta poduszek. Po obu stronach stały półki nocne, a na nich lampki. Po przeciwnej stronie było wyjście na balkon. Przez wielkie okna wpadały promienie słońca, na dywan po środku pokoju. Obok okna stała półka z książkami i kwiatek w doniczce. Sufit zdobił wielki żyrandol, podobny do tego w przedpokoju. W samym roku pomieszczenia stał stary bujany fotel. Wszystko wyglądało tak nierealnie. To było jakieś królestwo, nie zwykły dom.

- Na holu, zaraz po prawej stronie jest mój pokój. Jakbyś czegoś potrzebował wiesz gdzie mnie szukać. Na przeciwko twoich drzwi jest łazienka. A na końcu holu jest pokój Baekhyuna, którego już dziś poznałeś. 
Skinąłem głową, że rozumiem, Minho wyszedł zostawiając mnie samego w pokoju. Rzuciłem się na łóżko wtulając się w ciepłą i jakże mięciutką pościel. To będą długie wakacje - pomyślałem.


                                                                

poniedziałek, 23 marca 2015

Spis treści

Typ: SHINee AU, yaoi
Gatunek: romans, smut

Pairingi: 2min, JongKey, HunHan, 

Ostrzeżenia: przekleństwa, sceny erotyczne

Opis: Lee Taemin - zbunotwany nastolatek zapatrzony w siebie. Ciągłe kłopoty i wracanie późno do domu to jego specjalność. Wszystko zmienia się diametralnie, gdy w ramach dyscypliny zostaje wysłany na farmę.




 Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

___________________________________________________________Bonus (HunHan)


czwartek, 12 marca 2015

Before Midnight ~ Rozdział II



   Czas płynął nieubłaganie. Siedząc przy biurku wpatrywałem się w białą kopertę. To już niedługo. Muszę tam pójść i wręczyć kopertę, nic więcej. Nie miałem powodów do obaw - Wmawiałem sobie. Okłamywałem siebie samego. Na prawdę bałem się jak cholera. Takich ludzi jak Kris i Tao należy unikać jak ognia. Jednak mój los zadecydował inaczej. Chciałem bardzo otworzyć kopertę, zajrzeć do środka. Tylko tyle. Może to bomba? Moja wyobraźnia przyjmowała każdą opcje. Spojrzałem na zegar wiszący nad drzwiami. Miałem jeszcze dokładnie godzinę. Może by tak nie pójść? Uciec? Nie, taka opcja nie wchodziła w grę. Oni dobrze wiedzieli gdzie mieszkam. W końcu kiedyś się z nimi zadawałem. Wszystko zmieniło się diametralnie. gdy postanowili trzymać się we dwóch. Było mi smutno jak cholera. W końcu byli moimi pierwszymi przyjaciółmi. Nigdy jednak nie powiedzieli jak był ich powód. Gdy tylko dopytywałem się szczegółów zawsze mi się dostawało. Od tamtej pory nie zbliżam się do nich. Chcę mieć już to za sobą - pomyślałem, wstając. Wziąłem kopertę i szybko schowałem pod bluzę. Założyłem kaptur na głowę kierując się na schody.  Nie chciałbym aby ktoś mnie rozpoznał i zaczepił. Schodząc na dół ujrzałem rodziców jedzących obiad. Przyglądali mi się jakby nie wiedzieli, że mają dziecko. Nie zwracając na nich uwagi otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej trampki. Ojciec oderwał się od stołu i pokierował się w moją stronę. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej opierając się o drzwi wyjściowe uniemożliwiając mi wyjście.
    - Mogę przejść? - Powiedziałem, spuszczając wzrok.
    - Dokąd to młodzieńcze? Może zjesz z rodzicami obiad? Potem przedyskutujemy twój wypad na miasto.
Niechętnie odszedłem od drzwi i pokierowałem się w stronę kuchni. Musiałem coś wykombinować, nie mogłem zostać i jeść spokojnie gdy mam ważną sprawę do załatwienia. Usiadłem koło mamy uśmiechając się do niej. Bardziej sztucznego uśmiechu nie mogłem udawać. Mama podeszła do kuchenki po czym zaczęła nakładać mi obiad, a ojca już nie było. Pewnie znowu oglądał mecz w telewizji jak zawsze po obiedzie. To była moja szansa. Wstałem nie zwracając na siebie uwagi. Szybko pobiegłem do drzwi frontowych. Gdy mnie zobaczyli było już za późno. Otworzyłem drzwi.
    - Jeśli wyjdziesz teraz, pożałujesz. - Usłyszałem stanowczy głos ojca. Wiedziałem, że będę tego żałować. Jego kary były na prawdę surowe. Ale musiałem pozbyć się tego ciężaru jaki mnie przygniatał odkąd mam tą kopertę. Opuściłem głowę na dół. Długa grzywka zakryła moją twarz. - Przepraszam. - Wyszeptałem, po czym szybko wybiegłem trzaskając za sobą drzwiami.


   Przeciskałem się przez tłum ludzi. Śpieszyłem się, nie chciałem się spóźnić. Poczułem na swoim policzku krople wody. Płakałem? Nie. To niebo płakało. Słońce schowało się za chmury. Zrobiło się ponuro. Ludzie w okół otworzyli swoje parasole, chroniąc się przed deszczem. Ja nie miałem nic, tylko kaptur, który chronił moje potargane, długie włosy. Krople deszczu zaczęły spadać coraz szybciej. Wszyscy uciekali do pobliskich sklepów by tylko nie przemoknąć. Lecz nie ja. Miałem ważną sprawę do załatwienia. Zacząłem biec. Duże krople rozchlapywały się prosto na mojej twarzy zamazując mi widok na otoczenie. Przetarłem twarz ręką od bluzy i biegłem dalej. Już nie było tak tłoczno, byłem tylko ja, biegnący przez kolejne alejki Seulu. Na moim horyzoncie widniał już park w którym miałem spotkać się z chłopakiem w czerwonej koszulce. Zatrzymałem się. Mój oddech przyśpieszył. Próbowałem się uspokoić, panikowałem. Spojrzałem na zegarek - 15:54. Mało czasu mi zostało. Skoro zaszedłem tak daleko nie mogę się wycofać. Śmiałym krokiem ruszyłem przed siebie. Przekroczyłem główne wejście mijając wielką fontannę. Ławka była tylko kilka alejek za nią. Ruszyłem dalej. Moje oczy szukały chłopaka w czerwonej koszulce. Deszcz przestał padać dzięki czemu miałem większe pole widzenia. Nie było go nigdzie. Nikogo nie było w parku, wszystkich przestraszył deszcz. Może się spóźniłem? Nie to nie to. A może chłopak przestraszył się deszczu i uciekł? Nagle moje wszystkie myśli rozproszyły się gdy ujrzałem chłopaka w przemoczonym czerwonym podkoszulku siedzącego kilka ławek dalej. Czekał na mnie nawet podczas ulewy co znaczy, że zależy mu na tym liście. Rozglądał się jakby czegoś szukał. O dziwo nie wyglądał groźnie. Wręcz przeciwnie. Wyglądał jak mały jelonek. Niewiele wyższy ode mnie, może nawet tego samego wzrostu, miał twarz jeszcze bardziej dziecinną od mojej, co wprawiło mnie w zadumę. Jego blond włosy zakrywały niewielką część czoła co dodawało mu jeszcze więcej uroku. Bez zastanowienia ruszyłem w stronę chłopaka. Bałem się, że pod jego niepozornym wyrazem twarzy może kryć się coś jeszcze.
   - Hej, to tobie miałem dać ten list? - Wydusiłem przestraszony, wyciągając list i kierując go w stronę chłopaka. On jednak był spokojny nie wydawał się nawet spięty. Wstał patrząc mi prosto w oczy. Uśmiechnął się do mnie życzliwie. Jego uśmiech był taki ciepły i przyjazny. Odwzajemniłem podnosząc lekko kąciki ust w górę.
   - Tak, to zdecydowanie list dla mnie. - Odpowiedział i wziął list. Czekałem aż go otworzy i dowiem się co jest w środku lecz jego plany były inne. Schował list do bluzy kaptura po czym spojrzał na mnie.
   - Jestem Luhan, miło mi.
   - Taemin, mi również miło. - Powiedziałem niespokojnym głosem. Nadal nie wiedziałem co było w kopercie i to mnie przytłaczało. Chłopak jednak zauważył mój wzrok skierowany na jego kieszeń w której znajdowała się koperta. - Co jest w kopercie? - Zapytałem nieśmiało patrząc w oczy Luhana.
    - Oh, nikt ci nie powiedział? - Uśmiechnął się  jakby niczym się nie przejmował. Wyjął kopertę i powoli otwierał. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Prochy? A może jakieś gorsze gówno. Chłopak otworzył kopertę i wyjął z niej kilka kartek.
   - To zdjęcia. Po prostu zdjęcia. Kris i Tao nie mogli mi ich oddać po jak podejrzewam szykują się na wspólne wakacje. - Moje serce przyśpieszyło. Tyle zachodu o kilka zdjęć? Po co ten cały stres i nerwy, nie mogli mnie poprosić o taką małą przysługę? - Tylko zdjęcia? - Powiedziałem z irytacją.
   - Tak, pewnie Kris i Tao źle się potraktowali i kazali ci je przynieść. Przepraszam za nich. Nie wiem czemu nie mogli zrobić tego w grzeczniejszy sposób.
   - Nic nie szkodzi, na prawdę. - Uśmiechnąłem się szczerze do blondyna. - Kto jest na tych zdjęciach? - Dodałem. Tylko z czystej ciekawości.
   - Ah, to zdjęcia z wakacji. - Skierował w moją stronę zdjęcia bym lepiej widział. - To ja i mój chłopak, Sehun. Te zdjęcia są dla mnie bardzo ważne dlatego tak mi zależało na ich dostarczeniu. Tao robił te zdjęcia po czym je wywołał i skontaktował się ze mną. Nie mógł dać mi ich wcześniej ponieważ nie mieszkam w Seulu. Przyjeżdżam tu tylko do rodziny raz na jakiś czas.
   - Czemu są dla ciebie tak ważne? Przecież to tylko zwykłe zdjęcia. Możecie zrobić o wiele więcej takich, a nawet lepszych. - Powiedziałem. Mina chłopaka zrzedła. Opuścił głowę, a jego uśmiech zniknął.
   - Przepraszam, głupie pytanie - Dodałem.
   - Nie to nic, chciałbym się komuś wreszcie wyżalić - Blondyn podniósł głowę, a kąciki jego ust lekko uniosły się ku górze. Ja i Sehun byliśmy ze sobą naprawdę długo. Było cudownie. Randki, spacery po plaży w środku nocy, pikniki, wspólne wyjścia. Po prostu było cudownie. Cała szkoła wiedziała o naszym związku, o tym jak bardzo się kochaliśmy. Jednak ukrywaliśmy nasz związek przed rodzicami Sehuna. Chcieli by ich syn ożenił się z córką sąsiadów,miał dzieci i został lekarzem. Przeszkodą jednak byłem ja. Sehun mówił mi, że nigdy nie zmuszą go by ożenił się z tą dziewczyną, nie kłamał. Rodzice Sehuna wyjechali więc zaprosił mnie do siebie. Oglądaliśmy film, było romantycznie. Zaczęliśmy się całować, nasze ubrania znalazły się na podłodze i zrobiliśmy to. Nasz cudowny pierwszy raz, którego nigdy nie zapomnę. Spałem z Sehunem wtulony w jego ramiona. Wiedziałem, że go kocham i chce z nim spędzić resztę mojego życia. Wszystko jednak zawaliło się gdy rodzice Sehuna niespodziewanie wrócili i zobaczyli swojego syna z innym chłopakiem w jednym łóżku. Byli zdenerwowani. Wyrzucili mnie z domu, ledwo zdążyłem się ubrać. Sehunnowi zrobili awanturę i zakazali się mu ze mną spotykać. Sehun jednak nie słuchał, nadal spotykał się ze mną po szkole. Czasem nawet wykradał się w środku nocy by tylko mnie zobaczyć. Wiedziałem, że nie potrwa to długo. Jego rodzice wynajęli szpiega. Byli bogaci więc mogli sobie na to pozwolić. Wszystkie nasze potajemne schadzki wyszły na jaw. Sehun odciął się ode mnie. Nie dlatego, że chciał. Jego rodzice wypisali go ze szkoły co urwało nasz kontakt. Zakazali mu nawet wychodzić z domu. Zostały nam tylko smsy. Ostatniej nocy jakiej widziałem Sehuna był niespokojny. Wykradł się z domu byśmy mogli spędzić swoją rocznice razem przy świetle księżyca. Wszystko było jak w bajce. Świece, plaża, szum morza Ja i Sehun. Wtedy wszystko się rozpadło. Rodzice Sehuna dowiedzieli się o wszystkim. Nie miałem z nim kontaktu przez kolejne kilka dni, martwiłem się o niego, nie miałem pojęcia co się dzieje. W końcu dostałem smsa. Dowiedziałem się, że rodzice Sehuna postanowili się przeprowadzić ze względy na nasz związek. Napisał mi ,że mnie kocha i kazał mi o sobie zapomnieć. Nie wspomniał nawet do jakiej miejscowości się przeprowadza. Byłem zły na cały świat po czym płakałem. Nie mogłem wytrzymać tego cholernego bólu. - Oczy blondyna zaszkliły się. Zrobiło mi się go szkoda. Pierwszy raz czyjaś historia mnie tak poruszyła. Zrobiło mi się głupi, że pytałem o te zdjęcia. Bez zastanowienia przytuliłem Luhana - Wszystko będzie dobrze. - Powiedziałem. Jak mogłem wymyślić coś tak tandetnego, mogłem powiedzieć wszystko, a powiedziałem najgorszy tekst jaki mógł wydobyć się z moich ust na pocieszenie kogoś.
    - Dziękuje. - Wyszeptał Luhan, odrywając się z moich objęć. Otarł łzę z policzka i uśmiechnął się do mnie tak jakby nigdy nic. Jego uśmiech był wyjątkowo słodki. - Za co dziękujesz? - Odparłem odwzajemniając uśmiech. Nie był on udawany. Płynął z głębi serca.
   - Za to, że jesteś. Potrzebowałem wsparcia, dziękuje.
Chłopak był naprawdę miły, jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś tak sympatycznego jak on.
   - Hej masz może teraz wolny czas? - Spojrzał na mnie pytająco. Właściwie lepiej nie wracać do domu za wcześnie ze względu na rodziców. Nie chciałem kolejnej awantury. - Pewnie, mam mnóstwo wolnego czasu.
   -Świetnie! Więc zabieram się do jakiegoś klubu! Odprężymy się trochę, potańczymy po prostu będziemy się bawić! Koniec tego smucenia się! - Chłopak tryskał radością mówiąc mi to. Cieszyłem się, że nie jest już smutny i z chęcią się zgodziłem.

   Całą noc włóczyliśmy się po klubach. Ciągle odwiedzaliśmy nowy klub, bawiąc się przy tym świetnie. Pierwszy raz poczułem, że znalazłem przyjaciela. Przyjaciela, który mnie nie porzuci jak Kris i Tao. Ale przyjaciela od serca. Choć nasza znajomość zaczęła się dość dziwnie naprawdę lubię Luhana choć wiem, że nie mieszka w Seulu mam wielką nadzieje, że utrzymamy kontakt. Bawiłem się z nim jak nigdy przedtem. Rozpierała mnie radość. Nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy. Tańczyliśmy, śmialiśmy się, nawet pierwszy raz się upiłem. Lepiej być nie mogło. Nigdy bym nie pomyślał, że najgorszy dzień w moim życiu zamieni się w coś cudownego. Około 4 nad ranem ja z Luhanem byliśmy już zupełnie pijani. Wygnani z klubu włóczyliśmy się bez celu po Seulu. Nie chcieliśmy jeszcze wracać było zbyt pięknie żeby to kończyć. Luhan zaciągnął mnie nad rzekę Han. Tam usiedliśmy na brzegu i czekaliśmy na wschód słońca.
   - Wiesz Taemin, jeszcze nigdy w życiu się tak nie bawiłem. - Powiedział blondyn kładąc się na plecach. Uśmiechnąłem się pod nosem po czym dołączyłem do niego. - Uwierz ja też. - Odpowiedziałem. Po czym zaczęliśmy się śmiać nie wiadomo z czego. Jak dwójka upośledzonych dzieci o 4 nad ranem leżących na trawie koło rzeki Han. Jednak nam to nie przeszkadzało co pomyślą inni. Liczyła się dobra zabawa i nowo poznany przyjaciel. Leżeliśmy jeszcze tak długo rozmawiając o różnych nieistotnych rzeczach. W końcu Luhan wstał ledwo trzymając się na nogach - Muszę wracać, wszyscy pewnie się martwią. - Powiedział patrząc na mnie jak zwykle z uśmiechem na twarzy. - Jasne rozumiem, ja tu jeszcze trochę zostanę. Do zobaczenia i pamiętaj dzwoń czasem! - Odparłem po czym uśmiechnąłem się na pożegnanie. Odprowadziłem Luhana wzrokiem, a gdy tylko zniknął z pola mojego widoku zastanawiałem się co ja powiem rodzicom. Znowu dadzą mi szlaban do końca wakacji  i będę udupiony. Mama pewnie się za mną nie wstawi. Już przywykłem. No trudno czas wracać. Wstałem po czym ruszyłem w stronę domu. Daleko zboczyliśmy z drogi więc droga do domu zajmie mi przynajmniej godzinę.

   Wróciłem do domu kompletnie pijany. Dobrze, że rodzie już dawno spali. Nie czekali na mnie jak w dniu zakończenia roku szkolnego. Ledwo dostałem się na górę do swojego pokoju. Zwykłe niepozorne schody okazały się być niełatwą przeszkodą do pokonania. Wchodząc do pokoju oślepiły mnie promienie słoneczne. Było już dobrze po 6. Zdążyłem w samą porę przed budzikiem rodziców. Nie przebierając się rzuciłem się na łóżko pogrążając się we śnie.

   Lekko uchyliłem powieki. Czułem mocny ból, który rozsadzał moją głowę. Mój pierwszy w życiu kac, nie wiedziałem, że będzie aż tak źle. Podniosłem się do pozycji siedzącej i jedną ręką zmierzwiłem włosy próbując odgarnąć kosmyki spadające na moją twarz. W pokoju nie było już tak jasno jak rano. Spoglądając na widok zza okna widziałem chowające się promienie słoneczne. Przespałem prawie cały dzień, nawet rodzice nie przyszli mnie obudzić, może jednak poszli do rozum do głowy i wiedzą, że potrzebuje trochę oderwać się od monotonnego życia. Ledwo zwlokłem się z łóżka, podszedłem do szafki biorąc świeże ubrania i skierowałem się w stronę łazienki. Wychodząc z pokoju nie słyszałem kompletnie nic. Cisza. Czyżby gdzieś poszli? Nie, niemożliwe o tej godzinie zawsze siedzą w domu. Mama robi kanapki ojcu do pracy, a on sam ogląda telewizor popijając piwo. Ruszyłem w stronę łazienki, zapukałem ale nikt się nie odezwał więc wszedłem. Ściągnąłem z siebie przepocone ubrania i ruszyłem pod prysznic. Odkręciłem wodę pozwalając by zmoczyła moje ciało. Kosmyki mokrych włosów opadały mi na mój nagi tors. Uwielbiałem brać prysznic. Było to dobre miejsce do przemyśleń,a szczególnie miałem co wspominać po wczorajszym dniu. Poznałem Luhana, sympatycznego chłopaka który mieszkał w Busan. Była to drugi koniec Korei ale ja wierzyłem, że nasza przyjaźń przetrwa. Gdy tylko wyjdę spod prysznica od razu do niego napiszę. Nasze wyjście trzeba koniecznie powtórzyć.

   Po odświeżeniu i ubraniu nowych ubrań trochę zgłodniałem. Wziąłem telefon ze sobą na wszelki wypadek gdyby Luhan napisał i zmierzałem do kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyjąłem z niej kurczaka. Wstawiłem do mikrofali na kilka minut i usiadłem przy stole czekając. Spoglądałem na telefon, lecz Luhan nie odpisywał. Pewnie jeszcze spał, albo miał inne problemy na głowie. Wyjąłem kurczaka i zabrałem się za jedzenie. W między czasie usłyszałem dzwonek smsa. Podskoczyłem biorąc telefon i odczytując wiadomość.

   Od : Luhan
Przepraszam, że nie odpisałem wcześniej ale mam strasznego kaca i nie mogę się ruszać z bólu. Ale masz racje trzeba to powtórzyć! :)

   Do : Luhan
Nie ma sprawy i trzymaj się! Do zobaczenia wkrótce :]

   Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Cieszyłem się, że znalazłem kogoś takiego jak Luhan i w głębi serca chciałem ucałować Krisa i Tao za to, że kazali mi wręczyć ten list. Moje szczęście jednak nie trwało długo. Ktoś wyrwał mi telefon z ręki. Odskoczyłem przestraszony i spojrzałem na sprawce. Był nim mój tata, schował telefon w tylną kieszeń i spoglądał na mnie z pogardą. Zaraz za nim stała mama, jej wyraz twarzy nie był już taki miły jak zawsze.Wiedziałem, że to nie będzie miła rozmowa.
- Pakuj się. - Powiedział bez żadnych uczuć. - Wyjeżdżasz na całe wakacje pomagać na farmie u mojego dawnego kolegi Yuna. - Dodał patrząc mi prosto w oczy z poważną miną jakiej nigdy dotąd nie widziałem.
- To jakieś żarty, tak? - Uśmiechnąłem się i spojrzałem na mamę, która tylko opuściła wzrok na dół. Kąciki moich ust powędrowały na dół. - Nie możecie mi tego zrobić! - Krzyknąłem gwałtownie odrywając się od krzesła.
   - Możemy i zrobimy. Potrzebujesz dyscypliny, skoro nas nie słuchasz zobaczysz co znaczy ciężka praca na farmie! - Podniósł swój ton wyżej, patrząc na mnie lekceważąco. Nie podobał mi się ten pomysł. Miałem jechać na jakąś zabudowaną dechami farmę, teraz kiedy poznałem Luhana i moje dni stały się szczęśliwsze.
   - Mamo! Nie mów, że się z nim zgadzasz? - Spojrzałem na nią z nadzieją, że powie coś wstawi się za mnie. W końcu była moją matką, była łagodniejsza od ojca, powinna coś powiedzieć. Jednak jak to mówią, nadzieja umiera ostatnia.
   - Pakuj się Taeminnie, nie masz innego wyjścia. Jeśli będziesz się dobrze spisywał nie spędzisz tam całych wakacji i przyjedziemy po ciebie wcześniej. Jutro rano wyjeżdżacie z ojcem.
Myślałem, że źle usłyszałem. Mama się za mną nie wstawiła, wręcz odwrotnie. Nie wiedziałem co robić, nie chciałem tam jechać, było mi tu dobrze tak jak teraz. - Jesteście popierdoleni - Wymsknęło mi się z ust, po czym zaraz tego pożałowałem. Poczułem ból na lewym policzku. Odchyliłem głowę dotykając ręką czerwonego miejsca. Popatrzyłem na nich spod grzywki, nie odezwałem się już nic. Odwróciłem się do nich plecami po czym wróciłem do swojego pokoju. Zacząłem zwalać ubrania z półki, kopać rzeczy porozwalane na podłodze i niszczyć wszystko co napotkam na swojej drodze. Musiałem dać upust emocjom. Uspokoiłem się po kilku minutach usiadłem na łóżku z opuszczoną głową. Kosmyki włosów zakrywały spływające łzy.




czwartek, 26 lutego 2015

Before Midnight ~ Rozdział I




      Mijałem ludzi idąc ulicami Seulu. Byli szczęśliwi, mieli przyjaciół czego nie można powiedzieć o mnie. Może to ja wszystkich odstraszałem? A może moim przeznaczeniem jest nieszczęście. Kiedyś wierzyłem, że wszystko złe musi się kiedyś skończyć i niedługo będę najszczęśliwszą osobą na Ziemi…
Gówno prawda.T eraz liczę tylko na siebie, nie zważam na uczucia innych.
      Do domu  nie mogłem wrócić póki rodzice nie zasną, tylko z jednego powodu.
Nie mógłbym spojrzeć im w oczy.Lee Taemin - wyrzutek, nieudacznik na dodatek samotny. Mój wygląd nie poprawiał mojej sytuacji. Zwykły t-shirt,jeansy, podarte trampki  i włosy do ramion z opuszczoną grzywką na oczy. Pewnie dlatego wszyscy nazywali mnie ''męską dziewczynką''.
      Robiło się coraz później, z nadzieją ,że rodzice już dawno śpią wkradłem się przez tylne okno kuchni. Zamknąłem okno za sobą i powoli skradałem się do swojego pokoju na górę. Było niezwykle cicho wydawało się, że w domu nie ma żywej duszy.
      - Dokąd to młodzieńcze? - usłyszałem zaspany głos ojca. Było niedobrze ,a nawet gorzej.
Odwróciłem się robiąc to czego najbardziej się bałem, spojrzałem mu prosto w oczy. Za ojcem stała również moja mama, martwiła się o mnie czego nie można było powiedzieć o ojcu.
      - O co chodzi? - Powiedziałem z poirytowaniem schodząc kilka schodków niżej.
      - Ty się jeszcze pytasz?! - Krzyknął, aż podskoczyłem z wrażenia.
Mama starała się go uspokoić gładząc go po plecach. Opuściłem głowę, wiedziałem, że nie uniknę nagany.
      - Drugi rok z rzędu Lee Taeminie Drugi! Za kogo ty nas masz?!
      - Nagle Cię obchodzę, tak?! - Wydobyłem z siebie patrząc na niego wściekle.
Nie mogłem się kontrolować gdy ten człowiek chciał mną pomiatać.
      - Koniec tego Taeminie wagary,drugi rok z rzędu kiblujesz, kradniesz i zamykasz się w pokoju na cały dzień!Tak już dłużej nie będzie!Postanowiliśmy z matką odłączyć Ci internet,zarekwirować telefon i laptopa, aż do dnia w którym docenisz, że masz takich wspaniałych, troskliwych rodziców.
Spojrzałem na mamę z pretensjami, ale ona tylko opuściła wzrok. On ją namówił do tego, zawsze namawia matkę przeciwko mnie, zawsze.
      - Mam was dość, ciągle pretensje, dajcie człowiekowi żyć. Nie mogę doczekać się dnia w którym ucieknę z tej dziury!
      - Dopóki nie skończysz 18 lat jesteś na naszym utrzymaniu i nie pyskuj smarkaczu.
Ojciec energicznym krokiem podszedł do mnie wyrywając się z objęć mamy.
Poczułem tylko ból na moim policzku, zamknąłem oczy by oszczędzić sobie usatysfakcjonowanej miny ojca. Odwróciłem się i pobiegłem na górę rzucając proste - Nienawidzę was.
Zamknąłem drzwi na klucz uniemożliwiając im odebranie mi telefonu. Zsunąłem się po drzwiach na podłogę, przyglądając się pełni księżyca, który widniał nad Seulem.
     - Kiedyś stąd wyjadę - mruknąłem pod nosem skulając nogi. 
Chciało mi się płakać i wrzeszczeć, nienawidziłem tego, nienawidziłem swojego życia.
      Obudził mnie hałas, który wywołała moja mama gdy nie mogła dostać się do mojego pokoju. Słyszałem tylko stłumione rozmowy.
      - Boże Siwon dzwoń do ślusarza!A jeśli coś sobie zrobił?!-Jej głos miał w sobie nutkę stroskania, cała mama po tym wszystkim co jej powiedziałem nadal jest zbyt opiekuńcza.
       -Mamo, spokojnie tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. - Wydusiłem z siebie zaspany, zwlekając się z łóżka. Po otworzeniu drzwi nie czekał mnie jednak za ciekawy widok.
Mina zmartwionej mamy, która  przytuliła mnie mocno z troską i ojciec. Wszedł do pokoju odpychając mnie i wtuloną mamę na ścianę.
     - Ależ chlew tu masz -Powiedział podniesionym głosem rozglądając się po pomieszczeniu.
Cały tatuś, grubiańskie powitanie jest jak najbardziej w jego stylu.

      Wiatr rozwiewał moje już potargane włosy, które opadały mi na twarz ukrywając upokorzenie. Lubiłem przesiadywać w parku, było tu cicho, spokojnie mogłem poukładać swoje myśli od nowa, zapomnieć o wszystkich przykrych wydarzeniach z wczorajszego dnia. Odchylając głowę do tyłu widziałem ptaki, były wolne, tak cholernie im zazdrościłem, mogły robić co im się żywnie podoba. Przymknąłem oczy, wyobrażałem sobie mój mały wymarzony świat, kącik gdzie wszystko układa się po mojej myśli, Jestem tam szczęśliwy.Nie przejmuje się niczym, nikt nie mówi mi co mam robić, czuje się po prostu... wolny. 
     Mój spokój i ukojenie przerwały krzyki z dala. Ktoś najwyraźniej mnie wołał. Nie chciałem otwierać powiek, chciałem dalej żyć wyobraźnią, w swoim mały ale pięknym świecie.
Poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.Zaczęła mnie szarpać. Szybko otworzyłem oczy patrząc na oprawce. Był to chłopak, wyższy ode mnie o głowę, miał jasną cerę, gładszą ode mnie. Szatyn, grzywka opuszczona na czoło. Znałem go był ode mnie rok starszy, nazywał się Kris. Nie był sam, zza jego ramienia wyłonił się niewiele niższy chłopak. Czarne włosy, postawione na żel. Miał bardzo podkrążone oczy. Jego również znałem Huang Zitao. Byli przyjaciółmi od kiedy pamiętam. Nie cieszyłem się zbyt ich widokiem, wiedziałem, że nie przyszli się po prostu przywitać. 
       - Czego chcecie?! - Wydobyłem z siebie podniesionym głosem. Chciałem jak najszybciej stąd uciec, jednak wyższy zauważył moje zdenerwowanie i uniemożliwił mi ucieczkę łapiąc mnie za kołnierz i jednym ruchem podnosząc w górę. Nie czułem gruntu pod nogami, chłopak był na prawdę silny. Zbliżył swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. 

      - Może ciut grzeczniej? - Wyszeptał, uśmiechając się wrogo. Chłopak za nim zaczął chichotać, a ja miałem coraz większe obawy.

      - Mamy dla ciebie pewną propozycje, nie do odrzucenia - Powiedział chłopak z tyłu, pokazując białą kopertę. Nie odpowiedziałem im, bałem się. Chciałem to przeczekać może mi odpuszczą. Kris opuścił mnie na ziemie nadal trzymając mnie za kołnierz bym nie mógł uciec. Zitao wręczył mi kopertę, niechętnie ją wziąłem, lecz nie miałem innego wyboru. Kris mierzwiąc moje włosy uśmiechając się.

     - Masz to wręczyć chłopakowi w czerwonej koszulce, będzie na ciebie czekał dziś o 16:00 na tej ławce. Lepiej żebyś to zrobił, jeśli nie inaczej pogadamy. - Wyszeptał. Znów zgubiłem grunt pod nogami. Tym razem chłopak podniósł mnie wyżej, patrzył na mnie z pogardą.

     - C-Co jest w tej kopercie? - Wydobyłem z siebie niekontrolowanie. Patrzyłem na nich z przerażeniem w oczach, czekając na odpowiedź. Wyższy puścił kołnierz mojej bluzy. Po czym złapał mnie za włosy szarpiąc bliżej siebie. Zbliżył swoją twarz do mojej szyi. 

     - Nie twoja sprawa, smarkaczu. - Puścił moje włosy po czym popchnął mnie na ławkę obok odchodząc razem z Zitao. Bałem się, nie wiedziałem co robić. Popatrzyłem na kopertę, chciałem wiedzieć co jest w środku, chciałem ją otworzyć ale strach wziął nade mną górę. - Wręczę tą kopertę, wtedy będę miał spokój. - Wyszeptałem sam do siebie. Spojrzałem na zegarek, była dopiero 13 miałem jeszcze dużo czasu. Chowając kopertę pod bluzę skierowałem się w stronę domu.