czwartek, 12 marca 2015

Before Midnight ~ Rozdział II



   Czas płynął nieubłaganie. Siedząc przy biurku wpatrywałem się w białą kopertę. To już niedługo. Muszę tam pójść i wręczyć kopertę, nic więcej. Nie miałem powodów do obaw - Wmawiałem sobie. Okłamywałem siebie samego. Na prawdę bałem się jak cholera. Takich ludzi jak Kris i Tao należy unikać jak ognia. Jednak mój los zadecydował inaczej. Chciałem bardzo otworzyć kopertę, zajrzeć do środka. Tylko tyle. Może to bomba? Moja wyobraźnia przyjmowała każdą opcje. Spojrzałem na zegar wiszący nad drzwiami. Miałem jeszcze dokładnie godzinę. Może by tak nie pójść? Uciec? Nie, taka opcja nie wchodziła w grę. Oni dobrze wiedzieli gdzie mieszkam. W końcu kiedyś się z nimi zadawałem. Wszystko zmieniło się diametralnie. gdy postanowili trzymać się we dwóch. Było mi smutno jak cholera. W końcu byli moimi pierwszymi przyjaciółmi. Nigdy jednak nie powiedzieli jak był ich powód. Gdy tylko dopytywałem się szczegółów zawsze mi się dostawało. Od tamtej pory nie zbliżam się do nich. Chcę mieć już to za sobą - pomyślałem, wstając. Wziąłem kopertę i szybko schowałem pod bluzę. Założyłem kaptur na głowę kierując się na schody.  Nie chciałbym aby ktoś mnie rozpoznał i zaczepił. Schodząc na dół ujrzałem rodziców jedzących obiad. Przyglądali mi się jakby nie wiedzieli, że mają dziecko. Nie zwracając na nich uwagi otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej trampki. Ojciec oderwał się od stołu i pokierował się w moją stronę. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej opierając się o drzwi wyjściowe uniemożliwiając mi wyjście.
    - Mogę przejść? - Powiedziałem, spuszczając wzrok.
    - Dokąd to młodzieńcze? Może zjesz z rodzicami obiad? Potem przedyskutujemy twój wypad na miasto.
Niechętnie odszedłem od drzwi i pokierowałem się w stronę kuchni. Musiałem coś wykombinować, nie mogłem zostać i jeść spokojnie gdy mam ważną sprawę do załatwienia. Usiadłem koło mamy uśmiechając się do niej. Bardziej sztucznego uśmiechu nie mogłem udawać. Mama podeszła do kuchenki po czym zaczęła nakładać mi obiad, a ojca już nie było. Pewnie znowu oglądał mecz w telewizji jak zawsze po obiedzie. To była moja szansa. Wstałem nie zwracając na siebie uwagi. Szybko pobiegłem do drzwi frontowych. Gdy mnie zobaczyli było już za późno. Otworzyłem drzwi.
    - Jeśli wyjdziesz teraz, pożałujesz. - Usłyszałem stanowczy głos ojca. Wiedziałem, że będę tego żałować. Jego kary były na prawdę surowe. Ale musiałem pozbyć się tego ciężaru jaki mnie przygniatał odkąd mam tą kopertę. Opuściłem głowę na dół. Długa grzywka zakryła moją twarz. - Przepraszam. - Wyszeptałem, po czym szybko wybiegłem trzaskając za sobą drzwiami.


   Przeciskałem się przez tłum ludzi. Śpieszyłem się, nie chciałem się spóźnić. Poczułem na swoim policzku krople wody. Płakałem? Nie. To niebo płakało. Słońce schowało się za chmury. Zrobiło się ponuro. Ludzie w okół otworzyli swoje parasole, chroniąc się przed deszczem. Ja nie miałem nic, tylko kaptur, który chronił moje potargane, długie włosy. Krople deszczu zaczęły spadać coraz szybciej. Wszyscy uciekali do pobliskich sklepów by tylko nie przemoknąć. Lecz nie ja. Miałem ważną sprawę do załatwienia. Zacząłem biec. Duże krople rozchlapywały się prosto na mojej twarzy zamazując mi widok na otoczenie. Przetarłem twarz ręką od bluzy i biegłem dalej. Już nie było tak tłoczno, byłem tylko ja, biegnący przez kolejne alejki Seulu. Na moim horyzoncie widniał już park w którym miałem spotkać się z chłopakiem w czerwonej koszulce. Zatrzymałem się. Mój oddech przyśpieszył. Próbowałem się uspokoić, panikowałem. Spojrzałem na zegarek - 15:54. Mało czasu mi zostało. Skoro zaszedłem tak daleko nie mogę się wycofać. Śmiałym krokiem ruszyłem przed siebie. Przekroczyłem główne wejście mijając wielką fontannę. Ławka była tylko kilka alejek za nią. Ruszyłem dalej. Moje oczy szukały chłopaka w czerwonej koszulce. Deszcz przestał padać dzięki czemu miałem większe pole widzenia. Nie było go nigdzie. Nikogo nie było w parku, wszystkich przestraszył deszcz. Może się spóźniłem? Nie to nie to. A może chłopak przestraszył się deszczu i uciekł? Nagle moje wszystkie myśli rozproszyły się gdy ujrzałem chłopaka w przemoczonym czerwonym podkoszulku siedzącego kilka ławek dalej. Czekał na mnie nawet podczas ulewy co znaczy, że zależy mu na tym liście. Rozglądał się jakby czegoś szukał. O dziwo nie wyglądał groźnie. Wręcz przeciwnie. Wyglądał jak mały jelonek. Niewiele wyższy ode mnie, może nawet tego samego wzrostu, miał twarz jeszcze bardziej dziecinną od mojej, co wprawiło mnie w zadumę. Jego blond włosy zakrywały niewielką część czoła co dodawało mu jeszcze więcej uroku. Bez zastanowienia ruszyłem w stronę chłopaka. Bałem się, że pod jego niepozornym wyrazem twarzy może kryć się coś jeszcze.
   - Hej, to tobie miałem dać ten list? - Wydusiłem przestraszony, wyciągając list i kierując go w stronę chłopaka. On jednak był spokojny nie wydawał się nawet spięty. Wstał patrząc mi prosto w oczy. Uśmiechnął się do mnie życzliwie. Jego uśmiech był taki ciepły i przyjazny. Odwzajemniłem podnosząc lekko kąciki ust w górę.
   - Tak, to zdecydowanie list dla mnie. - Odpowiedział i wziął list. Czekałem aż go otworzy i dowiem się co jest w środku lecz jego plany były inne. Schował list do bluzy kaptura po czym spojrzał na mnie.
   - Jestem Luhan, miło mi.
   - Taemin, mi również miło. - Powiedziałem niespokojnym głosem. Nadal nie wiedziałem co było w kopercie i to mnie przytłaczało. Chłopak jednak zauważył mój wzrok skierowany na jego kieszeń w której znajdowała się koperta. - Co jest w kopercie? - Zapytałem nieśmiało patrząc w oczy Luhana.
    - Oh, nikt ci nie powiedział? - Uśmiechnął się  jakby niczym się nie przejmował. Wyjął kopertę i powoli otwierał. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Prochy? A może jakieś gorsze gówno. Chłopak otworzył kopertę i wyjął z niej kilka kartek.
   - To zdjęcia. Po prostu zdjęcia. Kris i Tao nie mogli mi ich oddać po jak podejrzewam szykują się na wspólne wakacje. - Moje serce przyśpieszyło. Tyle zachodu o kilka zdjęć? Po co ten cały stres i nerwy, nie mogli mnie poprosić o taką małą przysługę? - Tylko zdjęcia? - Powiedziałem z irytacją.
   - Tak, pewnie Kris i Tao źle się potraktowali i kazali ci je przynieść. Przepraszam za nich. Nie wiem czemu nie mogli zrobić tego w grzeczniejszy sposób.
   - Nic nie szkodzi, na prawdę. - Uśmiechnąłem się szczerze do blondyna. - Kto jest na tych zdjęciach? - Dodałem. Tylko z czystej ciekawości.
   - Ah, to zdjęcia z wakacji. - Skierował w moją stronę zdjęcia bym lepiej widział. - To ja i mój chłopak, Sehun. Te zdjęcia są dla mnie bardzo ważne dlatego tak mi zależało na ich dostarczeniu. Tao robił te zdjęcia po czym je wywołał i skontaktował się ze mną. Nie mógł dać mi ich wcześniej ponieważ nie mieszkam w Seulu. Przyjeżdżam tu tylko do rodziny raz na jakiś czas.
   - Czemu są dla ciebie tak ważne? Przecież to tylko zwykłe zdjęcia. Możecie zrobić o wiele więcej takich, a nawet lepszych. - Powiedziałem. Mina chłopaka zrzedła. Opuścił głowę, a jego uśmiech zniknął.
   - Przepraszam, głupie pytanie - Dodałem.
   - Nie to nic, chciałbym się komuś wreszcie wyżalić - Blondyn podniósł głowę, a kąciki jego ust lekko uniosły się ku górze. Ja i Sehun byliśmy ze sobą naprawdę długo. Było cudownie. Randki, spacery po plaży w środku nocy, pikniki, wspólne wyjścia. Po prostu było cudownie. Cała szkoła wiedziała o naszym związku, o tym jak bardzo się kochaliśmy. Jednak ukrywaliśmy nasz związek przed rodzicami Sehuna. Chcieli by ich syn ożenił się z córką sąsiadów,miał dzieci i został lekarzem. Przeszkodą jednak byłem ja. Sehun mówił mi, że nigdy nie zmuszą go by ożenił się z tą dziewczyną, nie kłamał. Rodzice Sehuna wyjechali więc zaprosił mnie do siebie. Oglądaliśmy film, było romantycznie. Zaczęliśmy się całować, nasze ubrania znalazły się na podłodze i zrobiliśmy to. Nasz cudowny pierwszy raz, którego nigdy nie zapomnę. Spałem z Sehunem wtulony w jego ramiona. Wiedziałem, że go kocham i chce z nim spędzić resztę mojego życia. Wszystko jednak zawaliło się gdy rodzice Sehuna niespodziewanie wrócili i zobaczyli swojego syna z innym chłopakiem w jednym łóżku. Byli zdenerwowani. Wyrzucili mnie z domu, ledwo zdążyłem się ubrać. Sehunnowi zrobili awanturę i zakazali się mu ze mną spotykać. Sehun jednak nie słuchał, nadal spotykał się ze mną po szkole. Czasem nawet wykradał się w środku nocy by tylko mnie zobaczyć. Wiedziałem, że nie potrwa to długo. Jego rodzice wynajęli szpiega. Byli bogaci więc mogli sobie na to pozwolić. Wszystkie nasze potajemne schadzki wyszły na jaw. Sehun odciął się ode mnie. Nie dlatego, że chciał. Jego rodzice wypisali go ze szkoły co urwało nasz kontakt. Zakazali mu nawet wychodzić z domu. Zostały nam tylko smsy. Ostatniej nocy jakiej widziałem Sehuna był niespokojny. Wykradł się z domu byśmy mogli spędzić swoją rocznice razem przy świetle księżyca. Wszystko było jak w bajce. Świece, plaża, szum morza Ja i Sehun. Wtedy wszystko się rozpadło. Rodzice Sehuna dowiedzieli się o wszystkim. Nie miałem z nim kontaktu przez kolejne kilka dni, martwiłem się o niego, nie miałem pojęcia co się dzieje. W końcu dostałem smsa. Dowiedziałem się, że rodzice Sehuna postanowili się przeprowadzić ze względy na nasz związek. Napisał mi ,że mnie kocha i kazał mi o sobie zapomnieć. Nie wspomniał nawet do jakiej miejscowości się przeprowadza. Byłem zły na cały świat po czym płakałem. Nie mogłem wytrzymać tego cholernego bólu. - Oczy blondyna zaszkliły się. Zrobiło mi się go szkoda. Pierwszy raz czyjaś historia mnie tak poruszyła. Zrobiło mi się głupi, że pytałem o te zdjęcia. Bez zastanowienia przytuliłem Luhana - Wszystko będzie dobrze. - Powiedziałem. Jak mogłem wymyślić coś tak tandetnego, mogłem powiedzieć wszystko, a powiedziałem najgorszy tekst jaki mógł wydobyć się z moich ust na pocieszenie kogoś.
    - Dziękuje. - Wyszeptał Luhan, odrywając się z moich objęć. Otarł łzę z policzka i uśmiechnął się do mnie tak jakby nigdy nic. Jego uśmiech był wyjątkowo słodki. - Za co dziękujesz? - Odparłem odwzajemniając uśmiech. Nie był on udawany. Płynął z głębi serca.
   - Za to, że jesteś. Potrzebowałem wsparcia, dziękuje.
Chłopak był naprawdę miły, jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś tak sympatycznego jak on.
   - Hej masz może teraz wolny czas? - Spojrzał na mnie pytająco. Właściwie lepiej nie wracać do domu za wcześnie ze względu na rodziców. Nie chciałem kolejnej awantury. - Pewnie, mam mnóstwo wolnego czasu.
   -Świetnie! Więc zabieram się do jakiegoś klubu! Odprężymy się trochę, potańczymy po prostu będziemy się bawić! Koniec tego smucenia się! - Chłopak tryskał radością mówiąc mi to. Cieszyłem się, że nie jest już smutny i z chęcią się zgodziłem.

   Całą noc włóczyliśmy się po klubach. Ciągle odwiedzaliśmy nowy klub, bawiąc się przy tym świetnie. Pierwszy raz poczułem, że znalazłem przyjaciela. Przyjaciela, który mnie nie porzuci jak Kris i Tao. Ale przyjaciela od serca. Choć nasza znajomość zaczęła się dość dziwnie naprawdę lubię Luhana choć wiem, że nie mieszka w Seulu mam wielką nadzieje, że utrzymamy kontakt. Bawiłem się z nim jak nigdy przedtem. Rozpierała mnie radość. Nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy. Tańczyliśmy, śmialiśmy się, nawet pierwszy raz się upiłem. Lepiej być nie mogło. Nigdy bym nie pomyślał, że najgorszy dzień w moim życiu zamieni się w coś cudownego. Około 4 nad ranem ja z Luhanem byliśmy już zupełnie pijani. Wygnani z klubu włóczyliśmy się bez celu po Seulu. Nie chcieliśmy jeszcze wracać było zbyt pięknie żeby to kończyć. Luhan zaciągnął mnie nad rzekę Han. Tam usiedliśmy na brzegu i czekaliśmy na wschód słońca.
   - Wiesz Taemin, jeszcze nigdy w życiu się tak nie bawiłem. - Powiedział blondyn kładąc się na plecach. Uśmiechnąłem się pod nosem po czym dołączyłem do niego. - Uwierz ja też. - Odpowiedziałem. Po czym zaczęliśmy się śmiać nie wiadomo z czego. Jak dwójka upośledzonych dzieci o 4 nad ranem leżących na trawie koło rzeki Han. Jednak nam to nie przeszkadzało co pomyślą inni. Liczyła się dobra zabawa i nowo poznany przyjaciel. Leżeliśmy jeszcze tak długo rozmawiając o różnych nieistotnych rzeczach. W końcu Luhan wstał ledwo trzymając się na nogach - Muszę wracać, wszyscy pewnie się martwią. - Powiedział patrząc na mnie jak zwykle z uśmiechem na twarzy. - Jasne rozumiem, ja tu jeszcze trochę zostanę. Do zobaczenia i pamiętaj dzwoń czasem! - Odparłem po czym uśmiechnąłem się na pożegnanie. Odprowadziłem Luhana wzrokiem, a gdy tylko zniknął z pola mojego widoku zastanawiałem się co ja powiem rodzicom. Znowu dadzą mi szlaban do końca wakacji  i będę udupiony. Mama pewnie się za mną nie wstawi. Już przywykłem. No trudno czas wracać. Wstałem po czym ruszyłem w stronę domu. Daleko zboczyliśmy z drogi więc droga do domu zajmie mi przynajmniej godzinę.

   Wróciłem do domu kompletnie pijany. Dobrze, że rodzie już dawno spali. Nie czekali na mnie jak w dniu zakończenia roku szkolnego. Ledwo dostałem się na górę do swojego pokoju. Zwykłe niepozorne schody okazały się być niełatwą przeszkodą do pokonania. Wchodząc do pokoju oślepiły mnie promienie słoneczne. Było już dobrze po 6. Zdążyłem w samą porę przed budzikiem rodziców. Nie przebierając się rzuciłem się na łóżko pogrążając się we śnie.

   Lekko uchyliłem powieki. Czułem mocny ból, który rozsadzał moją głowę. Mój pierwszy w życiu kac, nie wiedziałem, że będzie aż tak źle. Podniosłem się do pozycji siedzącej i jedną ręką zmierzwiłem włosy próbując odgarnąć kosmyki spadające na moją twarz. W pokoju nie było już tak jasno jak rano. Spoglądając na widok zza okna widziałem chowające się promienie słoneczne. Przespałem prawie cały dzień, nawet rodzice nie przyszli mnie obudzić, może jednak poszli do rozum do głowy i wiedzą, że potrzebuje trochę oderwać się od monotonnego życia. Ledwo zwlokłem się z łóżka, podszedłem do szafki biorąc świeże ubrania i skierowałem się w stronę łazienki. Wychodząc z pokoju nie słyszałem kompletnie nic. Cisza. Czyżby gdzieś poszli? Nie, niemożliwe o tej godzinie zawsze siedzą w domu. Mama robi kanapki ojcu do pracy, a on sam ogląda telewizor popijając piwo. Ruszyłem w stronę łazienki, zapukałem ale nikt się nie odezwał więc wszedłem. Ściągnąłem z siebie przepocone ubrania i ruszyłem pod prysznic. Odkręciłem wodę pozwalając by zmoczyła moje ciało. Kosmyki mokrych włosów opadały mi na mój nagi tors. Uwielbiałem brać prysznic. Było to dobre miejsce do przemyśleń,a szczególnie miałem co wspominać po wczorajszym dniu. Poznałem Luhana, sympatycznego chłopaka który mieszkał w Busan. Była to drugi koniec Korei ale ja wierzyłem, że nasza przyjaźń przetrwa. Gdy tylko wyjdę spod prysznica od razu do niego napiszę. Nasze wyjście trzeba koniecznie powtórzyć.

   Po odświeżeniu i ubraniu nowych ubrań trochę zgłodniałem. Wziąłem telefon ze sobą na wszelki wypadek gdyby Luhan napisał i zmierzałem do kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyjąłem z niej kurczaka. Wstawiłem do mikrofali na kilka minut i usiadłem przy stole czekając. Spoglądałem na telefon, lecz Luhan nie odpisywał. Pewnie jeszcze spał, albo miał inne problemy na głowie. Wyjąłem kurczaka i zabrałem się za jedzenie. W między czasie usłyszałem dzwonek smsa. Podskoczyłem biorąc telefon i odczytując wiadomość.

   Od : Luhan
Przepraszam, że nie odpisałem wcześniej ale mam strasznego kaca i nie mogę się ruszać z bólu. Ale masz racje trzeba to powtórzyć! :)

   Do : Luhan
Nie ma sprawy i trzymaj się! Do zobaczenia wkrótce :]

   Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Cieszyłem się, że znalazłem kogoś takiego jak Luhan i w głębi serca chciałem ucałować Krisa i Tao za to, że kazali mi wręczyć ten list. Moje szczęście jednak nie trwało długo. Ktoś wyrwał mi telefon z ręki. Odskoczyłem przestraszony i spojrzałem na sprawce. Był nim mój tata, schował telefon w tylną kieszeń i spoglądał na mnie z pogardą. Zaraz za nim stała mama, jej wyraz twarzy nie był już taki miły jak zawsze.Wiedziałem, że to nie będzie miła rozmowa.
- Pakuj się. - Powiedział bez żadnych uczuć. - Wyjeżdżasz na całe wakacje pomagać na farmie u mojego dawnego kolegi Yuna. - Dodał patrząc mi prosto w oczy z poważną miną jakiej nigdy dotąd nie widziałem.
- To jakieś żarty, tak? - Uśmiechnąłem się i spojrzałem na mamę, która tylko opuściła wzrok na dół. Kąciki moich ust powędrowały na dół. - Nie możecie mi tego zrobić! - Krzyknąłem gwałtownie odrywając się od krzesła.
   - Możemy i zrobimy. Potrzebujesz dyscypliny, skoro nas nie słuchasz zobaczysz co znaczy ciężka praca na farmie! - Podniósł swój ton wyżej, patrząc na mnie lekceważąco. Nie podobał mi się ten pomysł. Miałem jechać na jakąś zabudowaną dechami farmę, teraz kiedy poznałem Luhana i moje dni stały się szczęśliwsze.
   - Mamo! Nie mów, że się z nim zgadzasz? - Spojrzałem na nią z nadzieją, że powie coś wstawi się za mnie. W końcu była moją matką, była łagodniejsza od ojca, powinna coś powiedzieć. Jednak jak to mówią, nadzieja umiera ostatnia.
   - Pakuj się Taeminnie, nie masz innego wyjścia. Jeśli będziesz się dobrze spisywał nie spędzisz tam całych wakacji i przyjedziemy po ciebie wcześniej. Jutro rano wyjeżdżacie z ojcem.
Myślałem, że źle usłyszałem. Mama się za mną nie wstawiła, wręcz odwrotnie. Nie wiedziałem co robić, nie chciałem tam jechać, było mi tu dobrze tak jak teraz. - Jesteście popierdoleni - Wymsknęło mi się z ust, po czym zaraz tego pożałowałem. Poczułem ból na lewym policzku. Odchyliłem głowę dotykając ręką czerwonego miejsca. Popatrzyłem na nich spod grzywki, nie odezwałem się już nic. Odwróciłem się do nich plecami po czym wróciłem do swojego pokoju. Zacząłem zwalać ubrania z półki, kopać rzeczy porozwalane na podłodze i niszczyć wszystko co napotkam na swojej drodze. Musiałem dać upust emocjom. Uspokoiłem się po kilku minutach usiadłem na łóżku z opuszczoną głową. Kosmyki włosów zakrywały spływające łzy.




2 komentarze: