czwartek, 26 lutego 2015

Before Midnight ~ Rozdział I




      Mijałem ludzi idąc ulicami Seulu. Byli szczęśliwi, mieli przyjaciół czego nie można powiedzieć o mnie. Może to ja wszystkich odstraszałem? A może moim przeznaczeniem jest nieszczęście. Kiedyś wierzyłem, że wszystko złe musi się kiedyś skończyć i niedługo będę najszczęśliwszą osobą na Ziemi…
Gówno prawda.T eraz liczę tylko na siebie, nie zważam na uczucia innych.
      Do domu  nie mogłem wrócić póki rodzice nie zasną, tylko z jednego powodu.
Nie mógłbym spojrzeć im w oczy.Lee Taemin - wyrzutek, nieudacznik na dodatek samotny. Mój wygląd nie poprawiał mojej sytuacji. Zwykły t-shirt,jeansy, podarte trampki  i włosy do ramion z opuszczoną grzywką na oczy. Pewnie dlatego wszyscy nazywali mnie ''męską dziewczynką''.
      Robiło się coraz później, z nadzieją ,że rodzice już dawno śpią wkradłem się przez tylne okno kuchni. Zamknąłem okno za sobą i powoli skradałem się do swojego pokoju na górę. Było niezwykle cicho wydawało się, że w domu nie ma żywej duszy.
      - Dokąd to młodzieńcze? - usłyszałem zaspany głos ojca. Było niedobrze ,a nawet gorzej.
Odwróciłem się robiąc to czego najbardziej się bałem, spojrzałem mu prosto w oczy. Za ojcem stała również moja mama, martwiła się o mnie czego nie można było powiedzieć o ojcu.
      - O co chodzi? - Powiedziałem z poirytowaniem schodząc kilka schodków niżej.
      - Ty się jeszcze pytasz?! - Krzyknął, aż podskoczyłem z wrażenia.
Mama starała się go uspokoić gładząc go po plecach. Opuściłem głowę, wiedziałem, że nie uniknę nagany.
      - Drugi rok z rzędu Lee Taeminie Drugi! Za kogo ty nas masz?!
      - Nagle Cię obchodzę, tak?! - Wydobyłem z siebie patrząc na niego wściekle.
Nie mogłem się kontrolować gdy ten człowiek chciał mną pomiatać.
      - Koniec tego Taeminie wagary,drugi rok z rzędu kiblujesz, kradniesz i zamykasz się w pokoju na cały dzień!Tak już dłużej nie będzie!Postanowiliśmy z matką odłączyć Ci internet,zarekwirować telefon i laptopa, aż do dnia w którym docenisz, że masz takich wspaniałych, troskliwych rodziców.
Spojrzałem na mamę z pretensjami, ale ona tylko opuściła wzrok. On ją namówił do tego, zawsze namawia matkę przeciwko mnie, zawsze.
      - Mam was dość, ciągle pretensje, dajcie człowiekowi żyć. Nie mogę doczekać się dnia w którym ucieknę z tej dziury!
      - Dopóki nie skończysz 18 lat jesteś na naszym utrzymaniu i nie pyskuj smarkaczu.
Ojciec energicznym krokiem podszedł do mnie wyrywając się z objęć mamy.
Poczułem tylko ból na moim policzku, zamknąłem oczy by oszczędzić sobie usatysfakcjonowanej miny ojca. Odwróciłem się i pobiegłem na górę rzucając proste - Nienawidzę was.
Zamknąłem drzwi na klucz uniemożliwiając im odebranie mi telefonu. Zsunąłem się po drzwiach na podłogę, przyglądając się pełni księżyca, który widniał nad Seulem.
     - Kiedyś stąd wyjadę - mruknąłem pod nosem skulając nogi. 
Chciało mi się płakać i wrzeszczeć, nienawidziłem tego, nienawidziłem swojego życia.
      Obudził mnie hałas, który wywołała moja mama gdy nie mogła dostać się do mojego pokoju. Słyszałem tylko stłumione rozmowy.
      - Boże Siwon dzwoń do ślusarza!A jeśli coś sobie zrobił?!-Jej głos miał w sobie nutkę stroskania, cała mama po tym wszystkim co jej powiedziałem nadal jest zbyt opiekuńcza.
       -Mamo, spokojnie tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. - Wydusiłem z siebie zaspany, zwlekając się z łóżka. Po otworzeniu drzwi nie czekał mnie jednak za ciekawy widok.
Mina zmartwionej mamy, która  przytuliła mnie mocno z troską i ojciec. Wszedł do pokoju odpychając mnie i wtuloną mamę na ścianę.
     - Ależ chlew tu masz -Powiedział podniesionym głosem rozglądając się po pomieszczeniu.
Cały tatuś, grubiańskie powitanie jest jak najbardziej w jego stylu.

      Wiatr rozwiewał moje już potargane włosy, które opadały mi na twarz ukrywając upokorzenie. Lubiłem przesiadywać w parku, było tu cicho, spokojnie mogłem poukładać swoje myśli od nowa, zapomnieć o wszystkich przykrych wydarzeniach z wczorajszego dnia. Odchylając głowę do tyłu widziałem ptaki, były wolne, tak cholernie im zazdrościłem, mogły robić co im się żywnie podoba. Przymknąłem oczy, wyobrażałem sobie mój mały wymarzony świat, kącik gdzie wszystko układa się po mojej myśli, Jestem tam szczęśliwy.Nie przejmuje się niczym, nikt nie mówi mi co mam robić, czuje się po prostu... wolny. 
     Mój spokój i ukojenie przerwały krzyki z dala. Ktoś najwyraźniej mnie wołał. Nie chciałem otwierać powiek, chciałem dalej żyć wyobraźnią, w swoim mały ale pięknym świecie.
Poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.Zaczęła mnie szarpać. Szybko otworzyłem oczy patrząc na oprawce. Był to chłopak, wyższy ode mnie o głowę, miał jasną cerę, gładszą ode mnie. Szatyn, grzywka opuszczona na czoło. Znałem go był ode mnie rok starszy, nazywał się Kris. Nie był sam, zza jego ramienia wyłonił się niewiele niższy chłopak. Czarne włosy, postawione na żel. Miał bardzo podkrążone oczy. Jego również znałem Huang Zitao. Byli przyjaciółmi od kiedy pamiętam. Nie cieszyłem się zbyt ich widokiem, wiedziałem, że nie przyszli się po prostu przywitać. 
       - Czego chcecie?! - Wydobyłem z siebie podniesionym głosem. Chciałem jak najszybciej stąd uciec, jednak wyższy zauważył moje zdenerwowanie i uniemożliwił mi ucieczkę łapiąc mnie za kołnierz i jednym ruchem podnosząc w górę. Nie czułem gruntu pod nogami, chłopak był na prawdę silny. Zbliżył swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. 

      - Może ciut grzeczniej? - Wyszeptał, uśmiechając się wrogo. Chłopak za nim zaczął chichotać, a ja miałem coraz większe obawy.

      - Mamy dla ciebie pewną propozycje, nie do odrzucenia - Powiedział chłopak z tyłu, pokazując białą kopertę. Nie odpowiedziałem im, bałem się. Chciałem to przeczekać może mi odpuszczą. Kris opuścił mnie na ziemie nadal trzymając mnie za kołnierz bym nie mógł uciec. Zitao wręczył mi kopertę, niechętnie ją wziąłem, lecz nie miałem innego wyboru. Kris mierzwiąc moje włosy uśmiechając się.

     - Masz to wręczyć chłopakowi w czerwonej koszulce, będzie na ciebie czekał dziś o 16:00 na tej ławce. Lepiej żebyś to zrobił, jeśli nie inaczej pogadamy. - Wyszeptał. Znów zgubiłem grunt pod nogami. Tym razem chłopak podniósł mnie wyżej, patrzył na mnie z pogardą.

     - C-Co jest w tej kopercie? - Wydobyłem z siebie niekontrolowanie. Patrzyłem na nich z przerażeniem w oczach, czekając na odpowiedź. Wyższy puścił kołnierz mojej bluzy. Po czym złapał mnie za włosy szarpiąc bliżej siebie. Zbliżył swoją twarz do mojej szyi. 

     - Nie twoja sprawa, smarkaczu. - Puścił moje włosy po czym popchnął mnie na ławkę obok odchodząc razem z Zitao. Bałem się, nie wiedziałem co robić. Popatrzyłem na kopertę, chciałem wiedzieć co jest w środku, chciałem ją otworzyć ale strach wziął nade mną górę. - Wręczę tą kopertę, wtedy będę miał spokój. - Wyszeptałem sam do siebie. Spojrzałem na zegarek, była dopiero 13 miałem jeszcze dużo czasu. Chowając kopertę pod bluzę skierowałem się w stronę domu.                                                             


                                                                          

2 komentarze: